10 marca 2015

Viva carnival? - O tym jak się bawiłam na goańskim karnawale
























Goa to jedyne miejsca w całych Indiach, gdzie obchodzi się karnawał. W końcu skoro jest to była portugalska kolonia, a do tego miejsce wybitnie katolickie, to karnawał musi być! A skoro karnawał to też zabawa, tak by się przynajmniej mogłoby wydawać. 

Na karnawał trafiliśmy w tym roku całkowitym przypadkiem. Festiwal rozpoczynał się 14 lutego i trwał 4 dni, ale już na kilka dni przed widać było gorączkowe przygotowania i różne dekoracje. A ja, jak to ja, oczywiście od razu się tym faktem podekscytowałam. Myślałam sobie, ale mi się udało, jak ślepej kurze ziarno! Ha! Ale czyżby?


W tym momencie można powiedzieć nastąpił splot nie do końca fortunnych zdarzeń. Przede wszystkim ja o tej imprezie nie wiedziałam zupełnie i całkowicie nic. Gdzie iść? Co oglądać? Nie wiem. Poza tym na Goa mamy też jednego kuzyna. Mieszka on sobie z rodziną niemal w samym Panjim. Być na Goa tyle razy i jeszcze go nie odwiedzić! Toż to przecież skandal. Już i tak plotki za często krążą w rodzinie, że tego lub tamtego nie odwiedziliśmy. Kwestia odwiedzin jest kwestią nad wyraz poważną, bo obraza jest niemal murowana. To nic, że tej osoby się wcale zbytnio nie lubi, albo że odwiedziny psują nasze inne plany. Wizytacja koniecznie musi być, a do tego absolutnie obowiązkowo z noclegiem. Koniec i kropka! 

Skoro to jest AŻ tak znana i reklamowana impreza to przecież chyba każdy trafi. Wystarczy tylko pójść i być! Przed oczami stanęły mi obrazy z telewizji i karnawał w Rio. Znudzone miny reszty rodziny i totalne malkontenctwo irytowało. Czemu Ci ludzie są tacy wiecznie na "nie"

I choć w wielu kwestiach się z nimi często nie zgadzam. To jednak tym razem absolutnie zwracam honor! Karnawał na Goa nie jest zbyt pasjonujący. Jak to możliwe? Tyle reklamy, taka sława, a w efekcie takie COŚ? Jak widać skoro to Goa, to byle imprezę da się rozsławić i rozdmuchać do miana imprezy roku. 

Karnawał na Goa to nic więcej jak zwykła procesja uliczna. Ulicą jadą powozy z plastikowymi rzeźbami przypominającymi bohomazy, trochę ludzi tańczy, dudni muzyka techno, a na chodniku plastikowe duperele. Częste są przestoje i przez długie minuty nic się nie dzieje. Jednym słowem koszmar. 


Większość ludzi wyglądała jakby znaleźli się tam zupełnie przypadkiem.

Procesję otwierał król Momo.

Tancerze, czyli goańska wieś tańczy.
Należy być bezwarunkowo szczęśliwym i do tego pojednać się religijnie. 
Najbardziej podekscytowane były lokalne nastolatki. Dziewczyny wystroiły się w najmodniejsze ciuchy i krążyły w grupkach.
Chłopaki woleli zająć bardziej strategiczne miejsca.
Całość obstawiała armia.
Z życia wsi: cięcie drewna i plastikowe bawoły.



Jedyne tablo które mi się podobało: produkcja feni (lokalnego alkoholu) z nerkowców. Piosenka w konkani do tej scenki była prześmieszna.




Tablo przedstawiające indyjski pociąg i goańską świątynię z okolic Pondy.

Walorów edukacyjnych ciąg dalszy: akcja przeciwko aborcji żeńskich płodów.Było też kolejne tablo przestrzegające przed paleniem i rakiem płuc.


Procesja w Panjim (a w kolejnych dniach zupełnie identyczna w Margao, Vasco, Mapusie i Pondzie) to zdecydowanie impreza dla Indusów. Białych jak na lekarstwo i w sumie się nie dziwię. Otoczona indyjską familią, zawszę trafię do takich smętnych miejsc, zamiast do takich gdzie coś naprawdę się dzieje. Wakacje na Goa w wersji po indyjsku, a wakacje w wersji dla "białasów" to dwa zupełnie różne światy. 

Gdy znudzeni i całkowicie niezainteresowani Indusi oglądali smętną paradę, biali bawili się w nieco inny sposób.

Czarny anioł, zielony kapturek i chyba kosmitki z Avatara?

Ludzie ze srebra.

Ludzie różowi.

Goański Borat!

My z zachodniego świata spojrzymy na to i pomyślimy, że to prawdziwa rewelacja! To jest TO! Ci ludzie wiedzą jak się bawić! Bal przebierańców na plaży, psychodeliczny trance na cały regulator i wszystko zasnute oparami absurdu. Biali w siódmym niebie, dużo tańczyło sobie w pojedynkę w ekstazie nad brzegiem morza, kilka osób doznawało nirwany medytując w pozycji lotusa. Do tego luzackie zabawy z dziećmi typu kręcenie nimi wirków lub rzucanie nimi w powietrzu. 

I tylko nasuwa się lekko pewna refleksja. Do czego ten nasz zachodni świat zmierza? I czy to jest właśnie to co mamy do zaoferowania? Jasne! Nich ci Indusi patrzą jacy jesteśmy wyluzowani i otwarci! Nie to co oni, sztywni a do tego prostaki, co to kobiety w bikini nie widzieli. Tylko czy Indus patrząc na tą scenkę, która ma miejsce w jego własnym kraju ujrzy tą otwartość i wyluzowanie? Czy jego skojarzenia będą zgoła inne? Póki co z moich obserwacji wynika raczej, że przeciętny Indus zobaczy tutaj wyższość własnej kultury od tej upadłej kultury zachodu, a białą osobę taką jak ja, skojarzy prędzej z osobą łatwą i gotową na wszystko. Przecież był na Goa i widział jacy są biali! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...