24 marca 2015

Mangalsutra na rocznicę. Indyjskie symbole zamężnej kobiety.

Wychodząc za mąż w Indiach nie byłam jakoś specjalnie podekscytowana indyjskim ślubem, ani tutejszą kulturą. Ślub religijny w obrządku hinduistycznym w ogóle nie wchodził nawet pod uwagę. Obydwoje byliśmy temu przeciwni. Wprawdzie poglądy i osobowość trochę mi się od tego czasu zmieniły, i myślę że nawet fajnie by było wystroić się w to całe złoto, założyć jedwabne sari i brać ślub w pięknie ustrojonym kwiatami madapie (rodzaj sceny lub podestu, w którym siedzą młodzi). Te wszystkie rytuały są takie malownicze! Tylko, że zaraz przychodzi znów druga myśl. Czy na pewno byłabym gotowa brać ślub w tym obrządku tylko dlatego, że to wszystko tak ładnie wygląda? Nie, raczej nie. Zdecydowanie nie!

Nie byłam też nigdy przekonana za bardzo do noszenia tradycyjnych indyjskich symboli ślubnych. O ile mężczyzna w Indiach może czasem będzie nosił złoty pierścień, to kobieta powinna nosić na sobie cały szereg symboli. Przede wszystkim przeciwna byłam samej idei, że coś muszę. Poza tym jednak nie miałam absolutnie żadnego natchnienia i ochoty zakładać symboli, z którymi się w żaden sposób nie identyfikowałam. 

Kobieta zamężna w Indiach ozdobiona jest szeregiem elementów, które wskazują na jej stan cywilny. Uważa się bowiem, że mężatka jest szczególnie pobłogosławiona, powinna być szczęśliwa z tego faktu i to podkreślać. Jednym słowem, mężatka ma być niczym choinka, obwieszona ornamentami. Dotyczy to zwłaszcza kobiet wyznania hinduistycznego. 


Najpopularniejsze symbole zamężnej kobiety:

  • Mangalsutra

Mangal - święta, pomyślna, sutra - nić, to zdecydowanie najważniejszy symbol zamężnej kobiety w Indiach. Może ona nie nosić nic innego, ani nawet nie posiadać obrączki, ale mangalsutra musi być! Mangalsutra to naszyjnik. Wzory i rodzaje są przeróżne. Każda kasta ma jakiś swój charakterystyczny element i rodzaj designu, dlatego też mangalsutrę kupuje zawsze mąż wraz ze swoją rodziną. W końcu żona wchodzi do rodziny męża, a nie na odwrót. Zawsze zawiera ona czarne koraliki przeplatane złotem. Mangalsutrę może założyć żonie jedynie mąż, a sam moment może być odebrany jako dość intymny. Założenie naszyjnika to zdecydowanie najważniejszy element ceremonii dla panny młodej. Symbolika naszyjnika porównywalna jest do znanej nam obrączki. Kobieta nie powinna go zdejmować tak długo jak jest zamężna, aż do czasu gdy mąż np. umrze. Brak mangalsutry na szyi mężatki wywołuje w otoczeniu konsternację, a zwłaszcza osoby ze starszego pokolenia załamują ręce i lamentują, jakby stała się tragedia. W południowych Indiach mówi się na nią raczej thaali, a właściwie thaali to złota nić w naszyjniku składającym się z różnych elementów oraz złoty element zawieszki. Co więcej! Ten symbol jest tak ważny i zakorzeniony w lokalnej kulturze, że wiele kobiet wyznania np. katolickiego także nosi mangalsutrę! Podobno zawieszkę na mangalsutrze ozdobioną mają krzyżem lub wizerunkiem Jezusa. Chciałabym się przyjrzeć z bliska, czy to prawda! Póki co oczywiście byłoby mi bardzo głupio o to kogoś prosić! W kaście męża zawieszka do łańcuszka posiada zawsze dwa czerwono-pomarańczowe koraliki. W Maharastrze popularne są zawieszki z diamentami lub cyrkoniami, a w wielu innych społecznościach w Indiach zawieszka jest złota, pojedyncza, albo z dwiema złotymi kuleczkami. Sam łańcuszek zaś może być bardzo długi, niemal do pasa, średnio-długi lub króciutki. Łańcuszek tradycyjnie jest też podwójny, ale w wersji codziennej wiele współczesnych kobiet woli pojedynczy. Absolutnie wszystkie kobiety w indyjskiej rodzinie męża noszą mangalsutrę non stop. Tego się po prostu nigdy nie zdejmuje i już! 

  • Sindur
źródło: makeupandbeuty.com
Drugi najważniejszy symbol. Czerwony proszek noszony jest przez mężatki na przedziałku włosów w postaci grubej linii, albo małej kropeczki. Czerwony proszek służący do ozdabiania przedziałku nazywany jest "kumkum". Pierwszy raz sindur nakłada nowej żonie mąż podczas zaślubin. Nakładanie czerwonego sinduru na przedziałek żony przez męża bywa też codziennym, dość intymnym w swojej wymowie rytuałem pomiędzy małżonkami. Zwłaszcza że w tym społeczeństwie okazywanie sobie bliskości, czy uczucia nie jest możliwe, ani dobrze widziane, a tym bardziej gdy mieszka się w joint family (rodzinie łączonej, przede wszystkim z teściami). Większość znanych mi kobiet, nakłada sobie sindur samodzielnie. Kilka razy widziałam jak szwagierce sindur nakłada jej teściowa, a z kolei teściowej ona. Taka wymiana pomiędzy dwiema kobietami w domu. Wiele współczesnych indyjskich kobiet unika nakładania sinduru. Albo nakładają go tylko na specjalne okazje, albo jak im się przypomni. Jeśli zaś czują się zobowiązane go nosić, to często starają się nakładać jak najmniejszą, minimalną "kapkę" proszku. Gruba i długa kreska na cały przedziałek, to prędzej będzie domena kobiet np. ze wsi. Bardziej świadome osoby mają z tym proszkiem też pewien problem. Nakładany codziennie, przez lata podobno może wręcz wywoływać łysienie! W końcu nie wiadomo jakie substancje mogą być dodane do popularnego, taniego proszku. Co ciekawe, znana Indyjska marka makijażu Lakme posiada w swej ofercie także i sindur, którego opakowanie wygląda jak błyszczyk.

  • Pierścionki na palcach u stóp
źróło: kannada.boldsky.com
Dokładnie na drugich palcach, zaraz po dużym palcu. Dwa symetryczne srebrne pierścionki noszą wszystkie, bez wyjątku zamężne kobiety w rodzinie męża. Prosty srebrny pierścionek to podstawa. Przypomina ślimaczek i jest tak gruby, że wydaje się być naprawdę niewygodny w noszeniu. Pierścionki mają kobiecie przypominać by zachowywała się godnie i nie hańbiła siebie jako żony oraz rodziny męża. Ma pamiętać o swoich powinnościach i ograniczeniach wynikających z zamążpójścia. Nie wyobrażam sobie noszenia tego na co dzień! To musi być strasznie niewygodne.



  • Bindi
Bindi to ta kultowa czerwona kropka na czole indyjskich kobiet. Element drwin i kpin mojej polskiej rodziny. Jestem przez polską rodzinę bindi wręcz prześladowana. No bo jak można nosić coś tak głupiego? Noszone bindi przez indyjskie kobiety, może wprowadzić w naszych zachodnich umysłach sporo zamieszania. Tak naprawdę bowiem, noszą je także kobiety czy dziewczyny, które wcale zamężne nie są. Zwłaszcza ozdobne, czy kolorowe bindi prędzej traktuje się jako ornament, czy rodzaj biżuterii. Co więcej, zdecydowana większość wdów bindi nadal nosi, zwłaszcza tutaj na południu (tzn. nie wiem jak gdzie indziej). Przede wszystkim jest to po prostu tradycja, a w porównaniu z innymi symbolami - bindi wcale aż tak ważnym symbolem kobiety zamężnej nie jest. Nosi się z przyzwyczajenia, by podkreślić swoją przynależność do danej religii i w dużej mierze dla stylu, bo czoło bez bindi wygląda łyso. Tradycyjnie na pewno bindi symbolizowało położenie w tym miejscu "trzeciego oka", czyli znów pomyślny znak, a mężatka powinna nosić wszystko co pomyślne. 

  • Bransoletki
Za tą parę złotych bransoletek zbieram nieustanny ciąg komplementów.
Zamężna kobieta powinna dbać by zawsze być atrakcyjna dla męża, a atrakcyjna będzie gdy się ładnie przyozdobi. Noszenie bransoletek ma więc dodać jej uroku. Wedle tradycji bransoletki powinny być zawsze noszone w parach. Nie ma nic gorszego niż pojedyncza bransoletka na nadgarstku mężatki. Mnóstwo kobiet nosi je na co dzień, ale czy tylko mężatki? Wcale nie. Ten element to obecnie bardziej zwykła biżuteria niż symbol stricte małżeński. Mężatki starają się nosić, choćby delikatne, tym bardziej że wiele kobiet dostaje na ślub bransoletki z prawdziwego złota, więc grzechem byłoby je trzymać gdzieś zamknięte, choć nie zawsze udaje się o nich pamiętać, tym bardziej że większość kobiet nosi na nadgarstku też zegarek. Niemniej jednak całkiem łyse nadgarstki u mężatki nie są pomyślnym znakiem. 

  • Pierścionek ślubny (obrączka)
Także w Indiach młodzi wymieniają się na ślubie pierścionkami. Tak właśnie! Pierścionkami, a nie obrączkami. Nasze proste obrączki nie mają tutaj wzięcia, ani tradycji. Swoją obrączkę kupowałam w Indiach i muszę przyznać, że pomimo tak wielu salonów z biżuterią było to pewne wyzwanie! O ile pomału wkracza biżuteria platynowa, która jest z resztą bardzo droga, to ja chciałam klasyczną obrączkę z żółtego złota. A jeśli złoto to prędzej indyjskie ornamenty, niż prostota naszych obrączek. Oczywiście jakiś tam wybór był, ale moja obrączka faktycznie przypomina w pewnym stopniu pierścionek. Mąż swoją musiał wręcz robić na zamówienie. Mężczyźni na ślub wolą tutaj żółto-złote pierścienio-sygnety z wielkimi kamieniami. Zwłaszcza śmiesznie to wygląda, gdy kamień jest np. różowy. Sporo mężczyzn tych sygnetów też w sumie nie nosi, wychodzi więc na to że ich zmieniony stan cywilny pozostaje bez zmian w wyglądzie, podczas gdy od kobiety oczekuje się noszenia tak wielu elementów. Co jednak bardzo interesujące, to fakt że pierścionki ślubne nosi się na prawej dłoni i do tego na dokładnie tym samym palcu co w naszej polskiej kulturze!


Wśród innych symboli można też wymienić: bransoletki na kostkę, pierścionek w nosie lub kolczyki w uszach. Kobieta ma być po prostu wystrojona w biżuterię. To symbolizuje szczęście i zwiastuje pomyślność. W wielu rejonach Indii wdowy muszą się pozbyć całej biżuterii, na znak żałoby. Jednakże w kulturach południowych Indii tego zwyczaju wcale nie ma! Moja teściowa jest wdową, i jak wiele innych wdów w regionie cała aż kapie złotem, ubiera się w pstrokato-kolorowe sari, a na czole oczywiście nadal nosi bindi. Nie nosi jednak mangalsutry, ani sinduru na przedziałku, ponieważ te dwa symbole są tutaj zdecydowanie najważniejsze i wdowie nie przystają.


Byłam taka sceptyczna, a jednak na drugą rocznicę dostałam właśnie mangalsutrę. Może jeszcze nie do końca taką z prawdziwego zdarzenia, ale prawie! Skoro to mąż ją ma kupić i założyć żonie to tym razem nawet i u nas tradycji stało się za dość. Wprawdzie moja mangalsutra nie jest jeszcze złota, a jedynie pozłacana, to bardzo mi się podoba! Mam nadzieję, że trochę przetrwa, tym bardziej, że wcale nie noszę jej codziennie. Oczywiście, żeby przełamać tradycję wcale nie chciałam mangalsutry z czerwonych korali, jaką powinnam dostać wedle kasty męża. Co więcej kobiety u niego w rodzinie noszą aż 2 naszyjniki! Dopiero ten drugi składa się z tradycyjnych czarnych korali przeplatanych złotem, zawieszka jest jednak nadal z korali. Ja chciałam oczywiście taką świecącą, więc wcale nie typową. No i faktycznie dwie osoby się mnie już pytały, czy wręcz twierdziły, wskazując palcem na naszyjnik, że to kultura marathi. Trudno! Widocznie się nie znam. Ponieważ faktycznie nie wiem jaki design należy do kogo. Może kiedyś się przekonam do czerwonych korali... Póki co raczej nie. 



Co się jednak stało, że w ogóle się zgodziłam, a wręcz nalegam by mąż mi kiedyś kupił taką prawdziwą ze złota? Jakby nie było mieszkam tutaj, w tej kulturze i to jak wyglądam na pewno wysyła do ludzi sygnały. Tym bardziej, że Indusi z wyglądem zewnętrznym tak wiele łączą! Jak Cię widzą, tak Cię piszą, a strój i elementy, choćby zarostu u mężczyzn świadczą choćby o wyznaniu! Muzułmanie golą brodę w szczególny sposób, katolicy będą często nosić krzyżyk, a kobieta zamężna będzie nosić mangalsutrę. Pewne symbole noszone na sobie mogą tutaj też wiele ułatwić, lub pozwalają uzyskać większy szacunek. A kto wie, może to że będę nosić mangalsutrę pozwoli mi uniknąć jakichś nieprzyjemności? Nigdy nie wiadomo co i gdzie może się przytrafić, a jeden pomyślny symbol, który jest tak szeroko w tej społeczności rozpoznawany  nie zaszkodzi, a może pomóc.

Indyjskie symbole zamężnej kobiety nie istnieją w polskiej świadomości. Śmiało można więc zakładać mangalsutrę. I tak każdy pomyśli, że to zwyczajny naszyjnik, a póki co naszyjniki jeszcze w Polsce żadnej sensacji nie robią. Pierścionki na stopach i to do tego dwa symetryczne? Ok, niech już będzie. Ludzie lekko zrobią kwaśną minę, ale uznają to prędzej za niegroźne zboczenie. Pierścionek na dłoni? Nic prostszego! Wprawdzie design nie ten, i to przecież nie można traktować jak obrączkę, ale nosić można bez przeszkód. Bransoletki na kostkach? - wkraczamy na niebezpieczne wody! O ile noszone bez absolutnie żadnych dzwoneczków i najlepiej na jednej kostce to jeszcze jako tako przejdą. Spróbujcie za to nosić je na dwóch, a do tego z brzęczącymi dzwoneczkami! Konsternacja otoczenia murowana. Za plecami już szykują się plotki, oj nie będzie dla was litości. Sindur i bindi, czyli gorąco, bardzo gorąco! Ten element w Polsce jest absolutnie nie akceptowany. Kropka na czole? To już grozi wyzwaniem nas w twarz od czubków. Ja tutaj wcale nie żartuję. Akurat ta "kropka" wprowadza zawsze wiele śmiechu, by nie powiedzieć rechotu pełnego arogancji i drwiny. A gdy jeszcze wyjdzie na jaw, że obecnie bindi to po prostu naklejka, to już koniec. I Ty chcesz chodzić z nakleją na czole? Koniec, po Tobie! Tracisz twarz wśród rodziny i znajomych. Trzeba mieć albo stalowe nerwy, albo liczyć się z totalnym ostracyzmem. Sindur będzie za to całkowicie nie zrozumiany. Prędzej otoczenie uzna, że się skaleczyliśmy i leci nam krew, lub też że mamy jakąś inną ranę. Nakładając sindur należy się spodziewać wiecznego pytania: "Co Ci się stało w czoło?".

12 komentarzy:

  1. Świetny post, zdecydowanie rozjaśnił mi trochę stereotypów o "kropkach na czole" itp :) Pozdrawiam serdecznie z Malezji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Dzięki za miłe słowa :) Uwielbiam Twojego bloga, choć przepraszam że mało (niemal wcale) komentuję :) Ostatnio miałaś super posty o Kerali. Myślę, że z tymi kropkami to jest jeszcze coś więcej, ale mój mąż jest tutaj bezużyteczny, bo nie ma wiedzy by to wytłumaczyć. Typowy Indus, o własnej kulturze, wie tyle co nic :)

      Usuń
  2. Ja noszę moją mangalsutrę, zwyczajnie bardzo mi się podoba:) Rodzina a już mąż w szczególności nie wymuszali jej noszenia, mój wybór, teściowa wybrała bardzo ładną i pasującą do mojego stylu (mój mąż jest marathi)
    Poważnie z bindi w Polsce? Mnie zdarzyło się kiedyś przyozdobić i żadnych otwartych komentarzy nie miłych nie spotkałam, wręcz przeciwnie niektóre koleżanki sie zachwycaly jako dodatkowy element "bizuterii".
    Przez wiele lat mieszkałam w Hong Kongu a tam mieszanka kulturowa codziennie na ulicach:)

    Bardzo fajny blog:)
    pozdrawiam z Tokio

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :) No widzisz, a ja byłam taką ignorantką, że nawet nie miałam pojęcia, iż coś takiego jak mangalsutra istnieje. Kobiety noszą tutaj tyle przeróżnej biżuterii, że zupełnie nie skojarzyłam naszyjnika. Do tego ani mąż, ani jego rodzina nawet jednym słowem nie zasugerowali, bym coś takiego nosiła. Żyłam więc sobie w nieświadomości :D
    Teraz mam tą tymczasową mangalsutrę. Czekam, aż mąż w końcu pokusi się o zakup mi prawdziwej hehe Mi też najbardziej podoba się mangalsutra w stylu marathi :) Teraz jestem w Tamil Nadu i tutaj kobiety noszą thaali, które jest bardzo grubym złotym naszyjnikiem. Czarne koraliki podobają mi się zdecydowanie bardziej.
    Moja polska rodzina i znajomi nie mieli nigdy styczności z innimi kulturami. Wszystko co inne, jest im obce, dziwne, i... "głupie". Inności to idealny temat do kpin i różnych pseudo śmiesznych żartów. Bindi na zdjęciach kobiet, skończyło się wzrokiem pełnym konsternacji, pogardy i współczucia. Jak można nosić kropkę na czole? To takie głupie!
    Ahhh Hong Kong i Tokio!!! Zazdroszcze :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. namawiaj namawiaj mangalsutry są śliczne:) niby "wyzwolone" kobiety induskie nie noszą na codzień, wyzbywają się tego "uciemiężenia", ale dla mnie jest to bardzo ładny symbol małzeństwa :)
    teraz mieszkasz w Indiach? Jeśli masz ochotę możemy się wymienic mailami.
    Ja będę odwiedzać w grudniu Indie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mieszkam w Indiach. Obecnie Chennai :) Troszkę ostatnio byłam zbyt zakręcona innimi sprawami, ale mam nadzieję, że już wkrótce się ogarnę z blogiem i szybszym odpiywaniem :D Gdzie będziesz w Indiach? Ja w Grudniu na pewno z Indii nie wybędę, to najlepszy okres :) Pozdrowionka :)

      Usuń
    2. :))) co slychac???? jak po powodziach?

      Usuń
    3. Ah wszystko dobrze, dziękuję! Brak czasu na bloga niestety :( Byłaś w Indiach w grudniu??

      Usuń
  5. Wielkie dzięki za ten wpis.Nareszcie rozumiem o co chodzi z czerwoną kropką a kreską na włosach i z całą tą biżuterią Indusek.W ogóle dodam, że odkąd znalazłam ten blog, codziennie się w nim zaczytuję i znajduję mnóstwo przydatnych informacji o tak mało znanym mi kraju, do którego wybieram się już za tydzień na ślub córki.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i dziękuję :) Życzę udanego wyjazdu i niezapomnianych wrażeń. Indie to trochę inny świat, zwłaszcza jeśli jest to pierwsze zetknięcie z tak odmienną kulturą. W jakiej części Indii odbędzie się wesele? Tylko pozazdrościć rodzinnej delegacji z Polski. :)

      Usuń
  6. Sindoor spowodowal alergie u mnie z ktorej leczylam sie kilka miesiecy!
    Podobno czesto tak sie zdarza a dodatkowo moze powodowac wypadanie wlosow i rzeczywiscie Hinduski czasem maja takie przerzedzone miejsce na przedzialku,szczegolnie te starsze.
    Mangalsutre nosze i w Polsce, bo-wlasnie wyglada jakzwykly naszyjnik-wyglada jak zolty sznurek (nie lancuch) nikt nie wie o chodzi ;)
    Bez bransoletek z koleji ciezko wyjsc z domu w Indiach, podobno wyglada sie "golo" :)
    O krzyzykach noszonych przez chrzescijanki nigdy nie slyszalam, i nie widzialam (a znam wiele),ale moze.

    Chcieli jescze mi wprawic kolczyk w nosie ale sie nie zgodzilam ;)
    To juz przesada jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz na myśli taali które nosi się w Tamil Nadu? Mangalsutra to jednak nie sznurek :D Bloga pisałam mieszkając w Karnatace, a jak to w Indiach co region to inna kultura. Im dłużej jestem "w rodzinie" tym mniej się wszytskim przejmuję i mniej podążam za tradycjami. Ale z tym sindoorem to faktycznie trzeba uważać :/ Ostatnim razem jak mi któaś z ciotek nałożyła, to był ten sindoor z Lakme, jak błyszczyk, był spoko. O wiele lepiej niż proszek niewiadomego pochodzenia.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...