4 marca 2015

Goa: Dudhsagar


60 km na wschód od Panjim, na granicy Goa i Karnataki jest jeden z najwyższych wodospadów w Indiach - Dudhsagar. Jego nazwa oznacza dosłownie "ocean mleka". 

Jak każdy wodospad w Indiach, najbardziej spektakularny jest podczas monsunu lub zaraz po. Teraz w porze suchej wody było niestety dość mało. Czymś co jednak go bardzo wyróżnia jest niesamowita trasa kolejowa. Pociągi jeżdżą tam dosłownie pomiędzy kaskadami wodospadu, a trasa ta jak najbardziej jest w pełnym użyciu. 


Dojazd z wybrzeża zajął półtorej godziny. Droga była prosta i świetnej jakości. Niestety tak świetnej, że można było gnać aż za szybko. Tego dnia potrąciliśmy samochodem biegnącą przez jezdnię małpę... Po prostu koszmar.

Dojeżdżając do granicy stanów trzeba tylko uważać, aby nie pojechać za daleko. Z resztą i tak nie da się nie zauważyć. Stoją bramki i jest straż graniczna, a kontrola nie należy do zbyt przyjemnych. Trzeba więc szybko się zawrócić i we wsi Mollem skręcić nagle w prawo lub w lewo, w zależności od której strony się jedzie i kierować się do Collem. No a w Collem zaczyna się prawdziwe szaleństwo.

Wodospad leży na terenie Parku Narodowego Mollem i żeby się do niego dostać trzeba zaliczyć bardzo rozdmuchaną machinę turystyczną i wszechobecną komercję. Niestety, ale trzeba się zastanowić czy warto. Nieprzebrane tłumy ludzi, pełno naganiaczy, hałas i chaos. Nieopodal też komercyjny obóz przejażdżek i kąpieli na słoniach. Ogólnie rzecz biorąc coś okropnego. 

Przede wszystkim do wodospadów jest jeszcze 8km. Można iść na pieszo, czego i tak nie robi nikt, albo wziąć jeepa. Im mniej osób jedzie, tym jeep jest droższy. Byliśmy w trójkę, a by było najtaniej potrzeba 6 osób. I co teraz? Przed kasami jednak tłumy innych zagubionych ludzi. Mieliśmy szczęście! Gdy tylko powiedziałam sobie samej na głos: We need 3 more people. Podeszła trójka Estończyków. Mając 6 osób w jeepie wychodzi 400Rs od osoby. Teraz jeszcze opłata za obowiązkowe kamizelki ratunkowe (30Rs) i można wsiadać. Panowie z Estoni rośli jak dęby, a do tego z piwkiem w ręku i lekko wstawieni, chyba nie do końca wiedzieli gdzie iść i co robić. Udało się ich jakoś zagonić do jeepa i ruszyliśmy w 8km drogę przez wertepy i potoki. Jeszcze tylko kolejna opłata za wstęp do Parku - 20Rs i za aparat - kolejne 30Rs. 








Estończycy byli już totalnie wstawieni, do tego piwo jest moczopędne. Przystanek na sikanie.
Dojechaliśmy.
Na zwiedzanie dostajemy tylko 1 godzinę. Jeszcze tylko krótki spacerek w lesie, po super ścieżce i z kładkami między strumykami i skałami. Idzie się dosłownie 10 minut, lecz niestety w tłumie - głównie indyjskim tłumie. Turyści z Indii nienawidzą chodzić. Większość sapała i wyglądała jakby właśnie zdobywała Mount Everest. Śmieszne to było. 

W oczekiwaniu na moment pustki.
A mimo tego i tak było pięknie! Spełniłam jedno ze swoich odwiecznych marzeń. Popływałam w jeziorku pod wodospadem, a masy wody spadały mi niemal na głowę. Aż nie jestem w stanie opisać tych emocji, coś niesamowitego. Było warto!

Aaa ratunku! Woda jest lodowata! 




Każdy kto chce wejść do wody musi mieć kamizelkę ratunkową. Był też ratownik.

Dudhsagar. Było jednak warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...