16 stycznia 2015

Indie oczami rodziny z Polski, czyli - Polska mamunia przyjeżdża na wakacje!

Moja polska mamunia przyjeżdża do mnie w odwiedziny! Zaraz przyjeżdża, za kilkanaście dni! W końcu po tylu latach ktoś z Polski mnie tutaj odwiedzi! W końcu ktoś z mojej rodziny zobaczy na własne oczy te Indie! Pierwsze zetknięcie z Indiami zaserwowałam im w końcu już 6 lat temu! Nawet w podobnym terminie mamunia przylatuje. Ja też pierwszy raz wylądowałam w lutym. I nawet w tym samym mieście. Jedziemy mamę odebrać z lotniska w Mumbaju.

Plan jest taki, że zrobimy szybkie, jednodniowe zwiedzanie Mumbaju, a następnego dnia od razu lot do mnie do Mangalore, aby za kilka chwil udać się na wakacje na Goa. Prawdę powiedziawszy przy ustalaniu planu nie obyło się bez kłótni i mojej urażonej dumy. 

Przede wszystkim mama zdecydowała się przyjechać nagle, a o samym fakcie powiadomiła mojego męża (nie mnie) już po tym jak zapłaciła za bilet! Ani nie zapytała czy ten termin nam odpowiada, ani nic. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym! Jakie to typowe dla niej. Inną sprawą jest fakt, iż nikt inny nie chciał z mamą lecieć, a mama nie zna angielskiego. No ale teraz musi sobie poradzić. Sama chciała :D 

Początkowo na moje pytania co chciałaby zobaczyć twierdziła, że nic chce nic, że tęskni i wystarczy jej jeśli będziemy siedzieć w domu. Jasne!! Nie dam się tak podpuścić! Od razu wiedziałam, że to ściema. Tygodniami jednak nie chciała się zdeklarować. Ustaliłam więc plan zwiedzania. I gdy już miałam wszystko zaplanowane, mama w końcu przestała udawać i oznajmiła, że ona chce być tylko na Goa, a do żadnych świątyń i bożków wśród bałwochwalców ona nie chce absolutnie być! Prawdę powiedziawszy mogłam się od razu domyślić.
Co o Indiach wie moja polska rodzina: 

Bo Indie są przede wszystkim głupie i bez sensu. Indie ich nie interesują i pojęcie mają znikome. Oczywiście absolutnie w żaden sposób nie mam pretensji, przecież nie muszą być! Z tego samego powodu też nigdy ich nie nakłaniałam na przyjazd. Już kilka razy mieli okazję, ale zawsze woleli wakacje gdzieś w Europie, gdyż przede wszystkim ma być cicho, spokojnie, odludnie i czysto. W Indiach nic z tego nie ma! Jest całkowicie przeciwnie, czyli okropnie. Gdy powiedziałam, że w Indiach jest raczej przede wszystkim głośno, tłumnie, bardzo brudno i bywa nerwowo, to wiadomo było, że do Indii w życiu nie przyjadą. 




Indie znają jedynie mocno pobieżnie z telewizji, choć tutaj całe szczęście nie prześladują mnie stwierdzeniami, że w Indiach tylko gwałcą. Zbyt mało ich takie wiadomości obchodzą. Tatę interesowały programy typu Top Gear o ruchu drogowym w Indiach i nie mógł się nadziwić, jak tak można jeździć, więc to był często główny temat konwersacji mego męża z tatą, zwłaszcza, że mąż prowadzi w Indiach dobrze! I naprawdę świetnie sobie radzi na tutejszych szalonych drogach, przede wszystkim chyba dlatego że tylko taki ruch drogowy zna od urodzenia. 




Bo Indie to bałwochwalstwo, bo tam wierzą w bożki i są jakieś posągi z głową słonia i krowy są święte, a wiara w coś tak ordynarnego to grzech i poruta! Wychowałam się w domu Świadków Jehowy, gdzie nawet oddawanie czci posążkom Jezusa jakie uskuteczniają katolicy to grzech śmiertelny, a co dopiero posążki setek wymyślnych bóstw! Rodzice z ogromną ulgą i całkowitą akceptacją przyjęli mój i męża ateizm, ale gdyby mąż się okazał wierzącym hinduistą to nie wiem, czy mama przełknęła by łatwo ten fakt. Reakcją byłaby zapewne pełna konsternacja i jakaś wewnętrzna odraza. Hinduizm, jako religia jest w moim domu postrzegamy z uprzedzeniami oraz ze sporą dozą niechęci. A jednak z uwagi na fakt, iż byliśmy kiedyś Świadkami to nie było za to zupełnie problemu z akceptacją innego koloru skóry męża. U Świadków absolutnie niedopuszczalny był rasizm na tle etnicznym! Nawet wydawnictwa i książki, które studiowałam od dziecka pełne były obrazków ludzi o każdym kolorze skóry, a równość wszystkich ludzi była mi wpajana na zebraniach.


Bóstwa czy bałwochwalstwo? 


Bo Indie to kicz! Od bollywoodu uszy więdną, kobiety w nadmiernie kolorowych strojach wyglądają jak papugi, a pamiątki turystyczne są tandetne! Marmurowa figurka słonia, drewniane pudełko z ornamentami, bransoletki, naszyjniki - wszystko nie ładne, nie podoba się, koszmarne. O dziwo szale z pseudo-paszminy jako tako podeszły, ale ogólnie rzecz biorąc wytwory indyjskie się absolutnie nie podobają! 
Kicz?


Bo w Indiach jest to wstrętne i ostre jedzenie. Akurat w tym wypadku to opinia tylko mamy. Ojciec, jako palacz lubi jeść ostro, a siostra wegetarianka ceni różnorodność dań bezmięsnych. Mama indyjskiego jedzenia jednak absolutnie nie trawi. Prawie zawsze odmawia ich spożycia, a przywiezione przeze mnie przyprawy nawet typu kardamon, czy cynamon chce wyrzucać na śmietnik. Mama lubi jedzenie bardzo mdłe, nawet jak na polskie standardy niedoprawione. Gotowane przez nią obiady zazwyczaj trzeba było sobie doprawiać samemu. Nie mam więc pojęcia co tu będzie jadła! Choć oczywiście w domu będę jej gotować polskie dania, które też sami często jadamy, ale na wyjeździe nie mam w planach stania w garach. 


Jak można to jeść?



Bo w Indiach jest syf. I tutaj absolutnie nie zaprzeczę. Indie są bardzo brudne i miejscami śmierdzą. Europejskie standardy czystości jeszcze nie dotarły i nie wiem kiedy i czy dotrą, raczej nie w tym stuleciu. Oczywiście nie całe Indie są zawalone śmieciami! Są miejsca brudne ale są też nieskazitelnie czyste! Na pewno nie zamierzam mamy zabierać w miejsca ekstremalne, choć też nie będę chuchać i dmuchać i izolować od gorszych realiów. Sama jestem ciekawa reakcji :) 

Indie = SYF

Bo w Indiach jest za gorąco. No niestety! I ja na to nic nie poradzę. Taki panuje klimat i już. Dla innego w Polsce może być za zimno. Tata powiedział, że nie chce do Indii, bo nie lubi upałów. Na pewno bardzo ciężko ten klimat znieść osobom zimnolubnym. Oczywiście to dużo zależy od pory roku (a te są inne niż w Europie) i regionu, gdyż są takie momenty i regiony, że jest zwyczajnie zimno i bez kurtki ani rusz. Lepiej chyba jednak, że jedziemy na Goa. Będzie basen, morze i klimatyzacja, a mój początkowy plan zwiedzania zabytków skutkował by prędzej wykończeniem z gorąca. Prawdę powiedziawszy luty to jeszcze nie są żadne upały, ale ja już tak przywykłam do tych temperatur, a do tego lubię gorąc, bo w Polsce wiecznie marznę, że ciężko mi ocenić jak mama będzie to czuć po przylocie z polskiej zimy. 

Bo w Indiach jest odrażające robactwo. I tak i nie! Oczywiście w warunkach tropikalnych jest więcej insektów i żyjątek, ale przecież nie natrafia się co 2 kroki na węże, pijawki czy pająki wielkości dłoni. Czasem jednak robaki czy karaluchy się zdarzą. Na mój pomysł by zatrzymać się w domkach przy plaży (w ekskluzywnych domkach, żadnych szałasach!) reakcją była panika i absolutnie nie! 
Niestety, bywa też gorzej...


No właśnie, bo gdy mama wyskoczyła że chce tylko i wyłącznie Goa i stwierdziła, że zwiedzać świątyń, pałaców czy plantacji nie chce to byłam zła. A już najbardziej się wkurzyłam, gdy zapytała po co w ogóle lecimy z Mumbaju do Mangalore i stwierdziła, że to strata czasu! Bo naiwnie liczyłam na to, że może chciałaby zobaczyć też jak mieszkam, jak wygląda miasto i okolice z których pochodzi mąż. Tym bardziej, że męża rodzice bardzo polubili. No właśnie! Tylko, że polubili jego, ale nie jego kraj, miasto, kulturę i religię. Męża odbierają w całkowitym oderwaniu od jego indyjskości. On jako osoba - super i spoko, ale on w kontekście pochodzenia - oj niefajnie, od razu czuć w nich taki opór i barierę w odbiorze. 

Okazało się że mama chce po prostu fajne wakacje i z w miarę fajnym towarzystwem, które do tego będzie użyteczne - bo obwiezie tu i tam i zna angielski. A czy te wakacje w Indiach czy gdzie indziej, to już bez znaczenia. Jako że w opinii mamy Indie fajnym krajem nie są, stąd Goa. Bo turystyka jest tam mocno rozwinięta, dużo białych i luźniejsza atmosfera. A zobaczenie gdzie i jak mieszkam, no to już w ostateczności niech będzie, ale w sumie strata czasu. 

Może to i lepiej, że będzie Goa. Może jej się coś spodoba w tych Indiach, a ja sama prawdę powiedziawszy też niezmiernie się cieszę! Wakacje w luźniejszej atmosferze też nam dobrze zrobią i mi też pozwolą odetchnąć od indyjskiej codzienności. 

6 komentarzy:

  1. Masz świetny blog, bardzo fajnie się go czyta :)
    Ps. co powie mam jak przeczyta ten wpis? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!!! Dobrze wiedzieć, że ktoś to czyta i się jakoś podoba :D A mama? Hmm... Co ma być to będzie :D

      Usuń
    2. Jesteś takim "insiderem", przez co pokazujesz jakie Indie są naprawdę, co dla mnie jest bezcenne :) Poza tym jesteś szczera i masz fajny styl pisania. Czekam na następny wpis :) Pozdrawiam

      Usuń
    3. Oh dziękuję bardzo :D I zapraszam na bloga ponownie w takim razie :D Choć teraz pewnie niestety 2 tygodnie nie będzie wpisów... Trzeba ugościć mamę :)

      Usuń
  2. To smutne co piszesz ;-) Ja nigdy nie potrafie zrozumiec ludzi, którzy jadą gdzieś w dalekie kraje a potem tylko widzą hotel, plaże i basen i właściwie jest im obojetne do jakiego kraju jadą, najważniejsze to pochwalić się sąsiadom albo koleżance w pracy, że byli w Turcji, Egipcie czy Indiach, ale co oni właściwie widzieli w tych krajach?
    A juz tym bardziej jak córka mieszka tak daleko, w innym świecie, taka możliwość poznania dowiedzenia się. Fajnie, że ty masz w sobie taką ciekawość świata, niemalże reporterskie spojrzenie na to co cię otacza ;-)
    Życzę dużo cierpliwości w czasie wizyty;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie rozumiem. Ja np. bardzo chciałabym do Egiptu, ale żeby zobaczyć piramidy, świątynie i zabytki. Tylko, że ja jestem inna. Nienawidzę się opalać, więc wczasy typu leżenie nad basenem plackiem to dla mnie katorga. Ale np. uwielbiam pływać, więc basen sam w sobie to coś super! Tylko, że po sesji pływania, chcę iść coś zwiedzać, a nie leżeć na leżaku! Takie właśnie wakacje będą najprawdopodobniej na Goa. Max 1 dzień plażowania. Tym bardziej, że mąż Indus przecież nie będzie się opalał, więc tutaj jednak mama się trochę musi dostosować. No ale nadal to tylko zwiedzanie i wakacje. Poznawania kultury raczej nie będzie, bo chęci brak. Mama nie wyraziła też ochoty, aby spotkać się z kimkolwiek z rodziny męża. No cóż... Może innym razem.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...