2 stycznia 2015

Coorg: Plantacja kawy, czyli gdzie znikamy na weekendy

Kiedy kilka lat temu masowo promowano w Polsce książkę indyjskiej autorki Sarity Mandanny "Tygrysie wzgórza" nie mogłam być bardziej podekscytowana. Akcja powieści osadzona została na południu Indii w górzystej krainie plantacji kawy - Kodagu, a to właśnie Kodagu, znane też z angielska jako Coorg, jest tym miejscem w Indiach, które odwiedziłam najwięcej razy! Książka to faktycznie melodramat, ale oprócz tego jest też bogata w różne szczegóły nawiązujące do lokalnej tradycji i kultury, której może nie widać aż tak łatwo i na pierwszy rzut oka, przyjeżdżając turystycznie na kilka chwil, ale jeśli uda się poznać rdzennych mieszkańców - zwanych Kodava, to okazuje się, że te tradycje faktycznie nadal są częściowo żywe. Czytając książkę co i rusz tylko mówiłam sobie w myślach: "tak, tu byłam!", albo "o tym nie wiedziałam". Gdy później odwiedziłam Kodagu jeszcze nie raz, mogłam ponownie skonfrontować opisy z książki z rzeczywistością. 

Coorg, to faktycznie zupełnie odrębna indyjska kraina. Położona zaledwie 120km na południe od Mangalore, gdzie dojazd zajmuje nam niecałe 3 godziny, pozwala tak krótkim czasie przenieść się w dość rześkie, często chłodne, a nad ranem zimne powietrze! Bardzo często startuję w japonkach i przewiewnym stroju, by dojeżdżając do celu założyć zakryte buty, sweter i kurtkę! Choć oczywiście temperatury w Coorg też mocno zależą od pory roku i w indyjskie lato (kwiecień-maj), nawet tutaj jest bardzo gorąco. Charakterystyczne są jednak duże różnice temperatur za dnia i nocą, gdy bywa naprawdę zimno. 

Kilka lat temu kuzyn męża kupił tam plantację, poprosił mojego męża o pomoc w wybudowaniu domku, w którym on sam mógłby spędzać czas z rodziną. Rezultatem jest domek z kamienia położony wysoko na wzgórzu, oraz 3 pokoje u podnóża, zaraz przy strumieniu. 






Obecnie domki są udostępniane turystom, a na plantacji mieszka też dozorca z rodziną, który gotuje dla gości, sprząta i obsługuje wszystko. Na pewno nie jest to kurort, ale właśnie takie położone wśród przyrody i świeżego powietrza miejsce do wypoczynku. Co śmieszne i dość żenujące, to fakt iż niektórzy typowo indyjscy turyści często tutaj narzekają!  Plantacja ich przeraża, czują się odcięci od świata i twierdzą, że w nocy napadnie ich dzika zwierzyna, której z resztą nigdy w okolicy nie widziałam, gdyż plantacja choć gęsto zielona to położona jest zaledwie kilka metrów od głównej drogi. Oczekują pełnego serwisu i zupełnie nic nie chcą zrobić sami. Przeraża ich strumyczek obok pokoi, który w najgłębszym miejscu sięga do kolan. Naprawdę ciężko mi zrozumieć tą mentalność.

Ogniska nie rozpalamy sami. Od czego jest przecież służący! Pan siedzi i nawet palcem nie kiwnie. A do tego nawet kiełbasek brak, więc pozostaje tylko siedzieć i sobie patrzeć jak ognisko płonie. 
Nasza weekendowa odskocznia, choć jest plantacją kawy, to jest plantacją dziką. Nie jest tu prowadzona regularna uprawa na sprzedaż. Kawa i inne rośliny rosną sobie same. Dozorca tylko czasem coś podetnie i pomaga zbierać uprawy, które obrodziły samoistnie. Oczywiście na pewno część zbiorów też kradnie. Reszta kawy jest sprzedawana w lokalnym skupie, ale gdy rok temu kawa zupełnie nie obrodziła, to kuzyn wcale się tym nie przejął. 

Krzaczek kawy.
Krzaczki kawy są zazwyczaj średnio wysokimi roślinami, które są mojego wzrostu, choć mogą też osiągać znacznie wyższe rozmiary. Mają mocno zielone i spore liście, a większość zielonych wzgórz w Coorg jest nimi całkowicie pokryta. Zaraz pomiędzy krzakami rosną jednak wysokie drzewa i zazwyczaj wygląda to tak, że widać las wysokich drzew, ale gdzieś w niższej warstwie pod drzewami rośnie sobie krzaczek. Plantacje nastawione na zyski pozbywają się jednak drzew, gdyż ziarna kawy potrzebują dużo słońca. 

Kawa niesamowicie się zmienia i rozwija na przestrzeni roku. Całkowitym objawieniem było dla mnie odkrycie kwiatów kawy! Kawa kwitnie tylko chwilę, parę dni i po kwiatach! Choć zalążki pączków długo są widoczne i czekają na zakwitnięcie. Zapach jest niesamowicie odurzający i mocny! Cała okolica aż tonie w tej woni. Jak dla mnie ten zapach jest prawie identyczny jak jaśmin, co było bardzo zaskakujące!


Ziarenka kawy pojawiają się później i rosną sobie długo, niczym szczególnym się nie wyróżniając. Dopiero, gdy dojrzewają zaczynają znów robić wrażenie. Początkowo zielone, z czasem coraz bardziej pęcznieją i zmieniają barwę na coraz bardziej żółtą, a potem wpadają w coraz głębszą czerwień.

Kawa na krzaku.
Kawa suszy się na słońcu.

Na plantacji rośnie też wiele innych interesujących roślin. Najwięcej jest chyba bananowców, ale są też krzaczki z pieprzem, dziwnym kolczastym ogórkiem, drzewo guawy lub olbrzymie bambusy. Idąc ścieżką pod górę do kamiennego domku jest też las drzew jackfruita, których dojrzewające owoce wyglądają jak zwisające z drzew bomby, które dojrzewając roztaczają odurzający i dość odrażający swąd. Co najśmieszniejsze, to że można wielu przypraw czy roślin nie zauważyć! Patrząc na okolicę wszystko wygląda jak jeden wielki zielony busz! Dopiero spacerując powoli i przyglądając się każdej roślinie z osobna, widać te wszystkie skarby. Niestety nigdy nie ma tak, że wszystkie rośliny kwitną lub owocują w jednym momencie. Może się okazać, że patrząc na pieprz zobaczymy tylko średnio ciekawe zielone listki.

Pieprz.

Kolczasty ogórek i guawa.

Pamiętacie tą roślinę doniczkową, którą hoduje się w wielu polskich domach? Rozpiętą na żyłce gdzieś pod sufitem? Też ją miałam! Małe zielono-żółte listki wiły się gdzieś na lince. Skala rozmiaru jej liści w Indiach jest  jednak nieporównywalnie inna! Szok! Gdy zobaczyłam rozmiary tych liści myślałam, że padnę z niedowierzania! Normalnie kapelusz można sobie zrobić, albo parasolkę. W Indiach mówią na nią: money plant - czyli roślina przynosząca pieniądze. 

Money plant i bambus.

Bananowiec.
Na bananowcach rosną oczywiście banany. A pod bananami zwisa fioletowy kwiat, wyglądający jak UFO. Co ciekawe kwiat też jest jadalny! I sprzedają go nawet w miejscowych supermarketach. Obszerne liście bananowca służą za to często zamiast talerza i serwuje się na nich jedzenie. 

Relaks w dżungli na tarasie kamiennego domku to jest to! Ale nie samym kontemplowaniem okoliczności przyrody człowiek żyje, więc w kolejnych postach będzie o tym, co można zobaczyć w okolicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...