9 stycznia 2015

Awanturnictwo vs. kultura unikania konfrontacji

Związek mieszany z osobą spoza własnego kręgu kulturowego, to nie tylko inne i fascynujące zwyczaje czy kolorowe stroje. Związek mieszany to przede wszystkim zupełnie inne wzorce i mechanizmy zachowań w danej sytuacji i niestety na pewno nie raz i nie dwa zdarzy się, że próby dotarcia do drugiej strony skończą się niczym walenie głową w mur. 

Przede wszystkim lubię sobie wszystko obgadać. Nie po to wychodziłam za mąż, żeby utrzymywać relację w stylu bardziej kurtuazyjnym, zważając na to co mówię, żeby nie mówić za dużo, bo mogę kogoś (męża) urazić. Co jednak zrobić, gdy ten mąż wychowany został w całkowicie innych warunkach i nie ma pojęcia jak postąpić? To jest jak zderzenie ze ścianą i niestety w naszym wypadku to główna i największa, a do tego czasami mocno mi doskwierająca różnica kulturowa w związku z facetem z Indii. 

Wychowałam się w domu, pełnym kłótni i konfrontacji. Członkowie rodziny przedkładali ponad wszystko ekspresję własnego JA, nawet kosztem uczuć innych osób. Wyrażanie własnej indywidualności było wartością nadrzędną. Żeby jednak to indywidualne JA dotarło do innych, o równie silnie indywidualistycznych charakterze, trzeba się zachowywać w sposób, który wręcz przypomina rozpychanie się łokciami. To jest niczym konkurs, kto mówi głośniej i dobitniej. Gdy się nie zgadzamy, trzeba to rozmówcy przecież dobitnie oznajmić. Przemyślenia dotyczące własnego JA to też wartość sama w sobie, a przejawem tego są monologi oznajmiające własne myśli wszem i wobec, nie dopuszczające drugiego rozmówcy do głosu. Przy czym oczywiście osoby nie umiejące przekrzykiwać innych i walczyć o swoje JA są w pewnym sensie na straconej pozycji. Czasami oczywiście dialog ma miejsce i nawet w spokojnej atmosferze, ale tylko po to by na koniec dobitnie oznajmić, że i tak JA wiem najlepiej. Dodatkowo, jeśli coś stoi wyraźnie w sprzeczności z dobrem i psychicznym samopoczuciem własnego JA to konsekwencją jest odmowa współpracy, a jeśli zdecydujemy się jednak na kolaborację, to efektem jest nasze złe samopoczucie, gdyż mamy wrażenie że coś zostało na nas wymuszone. 

Indywidualizm


Kultura zachodu jest kulturą silnie indywidualistyczną. Rozwijanie indywidualności i samodzielności jest w nas wielokrotnie wzmacniane. Jeśli rodzice w domu zaniedbują ten rozwój w dziecku, to otoczenie patrzy krzywo. Dorastające dorosłe dzieci, nazywane są np. nieudacznikami, jeśli nadal są zbyt blisko i za bardzo zależne od rodziców i widocznie za mało się kłóciły, że dały sobie tak wejść na głowę. Oczywiście, tak mocne skonfliktowanie zazwyczaj nie ma miejsca, a większość ludzi za zachodzie dobrze radzi sobie z indywidualnością innych. Zdecydowana większość ludzi, nawet jeśli w głębi się nie zgadza, to akceptuje różne wybory innych, np. rodzice zazwyczaj akceptują wybór dzieci dotyczący kierunku studiów, czy partnera życiowego i choć często nie omieszkają oznajmić swojego poglądu, to w końcu i tak się zbytnio nie wtrącają. W rodzinie indyjskiej takie wybory zdecydowanie spokojnie akceptowane nie są i mimo, że samodzielny wybór partnera życiowego jest skandalem, to reakcje są zupełnie inne i rzadko dochodzi do otwartej do kłótni. Wszyscy są na siebie źli, a jednak nikt się nie kłóci. Przedziwna sytuacja!

Kultura indywidualistyczna jest nam na zachodzie zewsząd narzucana i uważana za najwyższą wartość. Dopóki jednak nie zetkniemy się z kulturą będącą przeciwieństwem, to może się wydawać, że wcale tak nie jest i że to tylko zwykłe slogany. Jaki indywidualizm? Przecież normalnie dbamy o swoje rodziny, spędzamy razem czas, a nawet często ugryziemy się w język. Slogany, jak nic. A jednak! Zetknięcie ze stylem życia jaki występuje w Indiach sprawia, że zaczynamy rozumieć jak dużo jest prawdy w tych teoretycznie wyświechtanych sloganach. 


Unikanie konfrontacji


Kultura w Indiach absolutnie nie pozwala na otwarte kłótnie. Nie ma mowy o żadnych wybuchowych konfliktach we wnętrzu rodziny. Typowy Indus unika konfrontacji z najbliższymi jak tylko może. W domu mojego męża nigdy, przenigdy nie rozmawiało się o własnych uczuciach. Emocje jakie targają człowiekiem na co dzień musiały być tłumione. Od maleńkości wzmacniane jest w dzieciach dostosowywanie się i poświęcanie własnego indywidualnego JA na korzyść spokoju i harmonii w domu i w rodzinie. Nie zobaczymy w indyjskich domach ludzi, którzy się ze sobą kłócą. Jedynie może jakaś starsza teściowa, która nareszcie po latach zyskała lepszy status w hierarchii i trzyma rodzinę żelazną ręką, może sobie już pozwolić na więcej, zwłaszcza jeśli ma taki bardziej dominujący charakter, ale dotychczas normy społeczne wewnątrz domu jej nie pozwalały na zbytnią ekspresję siebie. W Indiach całe życie trzeba czasem na to czekać, aż do starości. Co więcej, w indyjskim domu nawet wymiana opinii jest bardzo mocno ograniczona. I nie ważne nawet jeśli inna opinia wyrażona jest spokojnie i rzeczowo. Nie! Czegoś takiego się nie robi, nie podważa się zdania ogółu, ani zdania starszych. Indyjski dom jest bardzo silnie zhierarchizowany, przy czym najwyższą pozycję mają najstarsi oraz mąż - główny żywiciel, a najniższą ma synowa, która powinna usługiwać i dbać o resztę. Dzieci z kolei się często rozpuszcza do granic możliwości, ale w zamian oczekuje się od nich absolutnego posłuszeństwa i lojalności. W indyjskiej rodzinie trzeba być posłusznym! Nie wypada i absolutnie w złym guście jest wyrazić inną opinię i przedstawiać jakieś własne przemyślenia w stosunku do starszych. Jak poradziła mi kiedyś kuzynka męża: "przytakuj i zgadzaj się ze wszystkim, jak mówią do Ciebie ciotki, nawet nie mów, jeśli myślisz inaczej, ale jak sobie pójdą rób po swojemu!" 

Konflikty w indyjskiej rodzinie także przebiegają zupełnie inaczej. Standardem jest wymowne milczenie, robienie zdegustowanych min na nasz widok, albo kamienna twarz i udawanie, że nieposłuszna osoba nie istnieje. Reakcją też może być zerwanie relacji i wyrzucenie wyrodka z domu. Dokładnie taką taktykę na wieść o naszym ślubie obrała teściowa. Kto z nas nie oglądał kultowego filmu "Czasem słońce, czasem deszcz". Obrażone miny zdegustowanego ojca, upór i obrażalstwo oraz dozgonne wygnanie - jakaż to typowa reakcja na brak posłuszeństwa w Indiach. Sceny z filmu, które we mnie powodowały przewracanie oczami i irytację, bo byłam przekonana, że nikt w dzisiejszych czasach się tak nie zachowuje, okazały się w Indiach nad wyraz aktualne także w życiu, nie tylko w filmie! Ale kłócić się, krzyczeć, wylewnie okazać własne emocje? O nie! Takie rzeczy nie w indyjskiej rodzinie.

Polskie awanturnictwo vs. indyjskie unikanie konfrontacji


Kłócimy się ostatnio z mężem, oj nerwy mam zszarpane. Najmniejszy drobiazg potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Bo gdy chcę ten drobiazg omówić natrafiam na mur. Wychodzi w nim to indyjskie wychowanie, a we mnie polskie awanturnictwo i choleryczność. Niczym stereotypowy przedstawiciel swojego narodu boi się wyrazić własne zdanie! Przeraża go, że jego zdanie może być inne niż moje. Widzę, że myśli intensywnie co i jak powiedzieć, by dopasować swoją odpowiedź w taki sposób, żebym ja była zadowolona. Prawie nigdy nie mówi konkretnie tak lub nie, a odpowiedź zawsze chce sformułować w taki sposób, żeby pozostawić sobie otwartą furtkę i móc ją tak zmienić by dopasować do moich domniemanych oczekiwań. Zawsze w swoich twierdzeniach, chce w jakiś sposób mi ustąpić, pomijając własne JA, mając tak strasznie silnie zakorzenione gdzieś w głowie, że spokój i harmonia w domu, będzie gdy członkowie rodziny się do siebie dostosują, poświęcając siebie i własne JA, a przynajmniej na poziomie słownej komunikacji. Bo przytakiwanie, kurtuazyjne odpowiedzi i w miarę miła atmosfera rozmowy nie znaczy, że rozmówca się zgadza. Na koniec i tak zrobi po swojemu, czasami wręcz na odwrót w stosunku do tego co wcześniej powiedział i czemu przytakiwał! Na zachodzie mówi się na to: fałsz i obłuda, tutaj jakoś nikogo to nie dziwi. Mąż nie rozumie niestety, że dla mnie, polskiej choleryczki takie zachowanie jest niczym czerwona płachta na byka, rozjusza mnie to, do szpiku kości denerwuje i wywołuje agresję. Jego zamiarem jest unikanie konfliktu i stosuje do tego indyjskie schematy, ale niestety efekt w przypadku polskiej żonki, jest odwrotny od zamierzonego! I jak tu przetłumaczyć, jak zmienić taki schemat, zakorzeniony w tym człowieku od urodzenia! Jak sobie z tym poradzić? Zwłaszcza ten niesamowity spokój, to znoszenie mojego awanturnictwa, z którym on się nigdy wcześniej nie spotkał, było tym co początkowo mi imponowało, ale teraz po prostu chciałabym się czasem normalnie porządnie pokłócić. Natrafiam jednak na mur. Ja się pieklę, on jest zagubiony i stara się załagodzić. Oj, nie jest łatwo :/ 

To nie jest tak, że każdy związek mieszany spotka podobną przeciwność. Wiele osób wychowanych w Polsce, czy gdzieś na zachodzie także nie odczuwa potrzeby żywiołowych interakcji i woli wiele przemilczeć. Niewątpliwie jednak jest pewien wyraźnie inny schemat. Na zachodzie po prostu jest społeczne przyzwolenie by się zwyczajnie kłócić. W Indiach takiego przyzwolenia absolutnie nie ma! Nawet oglądając jakiś np. amerykański serial czy film od razu widać, że bohaterowie mówią głośno, często ich rozmowy są podniesionym głosem, od razu potoki słów i padają dosadne stwierdzenia bez owijania w bawełnę. I nie oszukujmy się, tak też wygląda często konwersacja ludzi w polskich rodzinach. Ile to razy wzburzony polski nastolatek wykrzyczał coś w twarz rodziców. Czy coś takiego będzie miało miejsce w indyjskiej rodzinie? Absolutnie nie! 

Cały post dotyczył oczywiście relacji wewnątrz-rodzinnych, a nie relacji międzyludzkich gdzieś "na mieście". Obcowanie z obcymi w przestrzeni publicznej, jest tutaj znów całkowicie na odwrót! Na zachodzie cenimy kurtuazję i grzeczność w relacjach z obcymi. Należy być miłym i uprzejmym, gdyż w ten sposób pokazujemy szacunek rozmówcy, mimo iż nie znamy go osobiście. Czegoś takiego absolutnie w Indiach nie ma. Urzędnicy są dla petentów zwykle chamscy i obcesowi. Gdy ktoś obcy zalezie za skórę Indusowi na ulicy należy się spodziewać ordynarnych wyzwisk, agresji lub wręcz rękoczynów! Serio! Indusi są kurtuazyjni i nad wyraz ułożeni w rodzinie, a chamscy i grubiańscy na mieście. Ludzie zachodu są grzeczni i uprzejmi dla obcych na mieście, ale w rodzinie potrafią prać wszelkie brudy i wyżywać się emocjonalnie na najbliższych. Paradoks.

12 komentarzy:

  1. Wiesz, ale moi byli sąsiedzi to się tak kłócili, że talerze latały :))
    Ale poza tym to świetny tekst!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ale mieszkali sami czy z teściami? Nigdy jeszcze w Indiach nie widziałam takiej otwartej kłótni między członkami rodziny. Jeśli nawet kłótnie są to za bardzo zamkniętymi drzwiami. Zwłaszcza przed obcymi pełna gra pozorów. W rodzinie męża wiem, że są różne napięcia, ale kłótnia? Nigdy. Czasem powietrze jest tak gęste od napięcia, że aż można je ciąć, ale nadal nikt się nie kłóci. Nawet u mnie w bloku, gdzie dużo słychać co się dzieje u sąsiadów nigdy nikt się nie kłóci, tylko ja :) No ale większość rodzin to joint families. Być może to taka tutejsza specyfika, a wiadomo że w Indiach jest mnóstwo innych kultur.

      Usuń
    2. Albo może to byli punjabi? :D Oni chyba mają inny charakter, taki bardzo ekspresyjny i właśnie otwarty, zupełnie inny niż tutejsi ludzie na południu - pełni godności i sztywni niczym figury woskowe. To chyba widać dobrze na przykładzie ślubu: na południu Indii zero tańców, pełna powaga, niemal jak pogrzeb lol a na północy Indii są tańce i ludzie się bawią.

      Usuń
    3. Tak, z północy, bardzo prawdopodobne, że z Punjabu. Teściowa mieszkała czasami z nimi. Inni sąsiedzi byli bardzo zgorszeni tymi krzykami i wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy się wyprowadzili, ale nikt tego otwarcie nie komentował, tylko takie wiesz, przewracanie oczami :)

      Usuń
  2. Nasuwa się pytanie, czy mąż nie zacznie żałowac, że nie ma pod dachem potulnej i potakującej Induski ;-) Człowieka nie zmienisz, chyba obydwoje musicie troche odpuścić. Mówi się, że każdy człowiek to inny świat a już małżeństwo to prawdziwy wszechświat ;-)

    Nasunęło mi sie jeszcze takie porównanie, w Indiach przynajmniej na ulicy mogą wyrażac jakąś ekspresję, w innych krajach azjatyckich Tajlandia czy Japonia w ogóle nie nalezy pokazywać zdenerwowania, jest to objaw slabości. Zero emocji pokazywanych na zewnatrz. Nawet jak zdarzy się stłuczka na ulicy to nalezy sie tylko pouśmiechać do siebie i w sposób pokojowy załatwic sprawę, mimo że w srodku sie gotujesz. Dla nas europejczyków to NIE MOZLIWE. Poza tym człowiek, który wszystko w sobie tłumi kiedys w końcu wybucha i to z taka siłą jak wulkan i potem zdarzaja sie straszne tragedie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba pracować i wypracować kompromis. Człowiek wiele rzeczy wie, ale czasem emocje biorą górę, a właśnie my nie jesteśmy wychowani żeby je ukrywać. Innej chyba nie zechce. Mu się to podoba, że taka jestem... co dla mnie jest dziwne, bo mam niedobry charakter. Mu chyba z tym właśnie dobrze, że jakby co sama się wykłócę z jego rodziną, co miało już miejsce i całkowicie nie wypada!

      Takie tłumienie w sobie emocji dla nas jest straszne. Zupełne przeciwieństwo ludzi na zachodzie. Bardzo ciekawe z tym wypadkiem! Naprawdę AŻ tak!?

      Usuń
    2. Naprawde ;-) Akurat to był przypadek stłuczki, nie powaznego wypadku. W Indiach przynajmniej można pokrzyczeć na ulicy, jak cie ktoś zdenerwował, w Tajlandii oznacza, że straciłes twarz, okazałeś słabość.

      Usuń
    3. To faktycznie w tym wypadku różnica jest diametralna. W Indiach najwięcej agresji międzyludzkiej jest właśnie w przypadku takiej stłuczki, czy nawet lekkiego "omsknięcia się" pojazdów ze sobą. O takie wypadki bardzo łatwo, a ludzie wtedy zachowują się ordynarnie. Mnie to bardziej zniechęca do prowadzenia tutaj, niż brak zasad na drogach. Po prostu nie wiem jak się zachować, gdy ktoś na mnie tak wrzeszczy. A niestety gdy mąż kierował to wielokrotnie byliśmy w takiej nieprzyjemnej sytuacji... a najgorzej, że gdy ktoś stuknie nas, to on też nie umie się tak wygrażać :/

      Usuń
  3. Nie wygraża się może dlatego, ponieważ w Indiach krzyki i wyzwiska nie przystoją przy kobiecie. Po prostu potrafi się zachować. Nie wiem czy dotyczy to wszystkich w Indiach ale na pewno coś w tym musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bardziej jednak chodzi o to, że przy kobiecie. Kilka osób to podkreślało, że przy kobiecie to nie. Czy to jednak z szacunku? Czy z traktowania kobiety jakby była innym gatunkiem? Hmm...

      Usuń
  4. Wypisz wymaluj mój mąż z Punjabu. Ma to samo.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...