12 listopada 2014

Indyjski koncert rockowy - Lagori w 1522

Korzystając z okazji, że we wrześniu spędziliśmy sporo czasu w Bangalore, udało nam się załapać na naprawdę fajny koncert. 

W Mangalore z pewnością nie ma aż tylu opcji na imprezy czy koncerty. Z drugiej strony miasto jest jak na Indie dość liberalne, niemniej jednak wszelkie lokale zamykają się najpóźniej około 11.30. W Bangalore w weekendy otwarte jest oficjalnie "aż" do 1.00 nad ranem. 

1522 w środku
Będąc w Bangalore niemal zawsze choć raz idziemy do położonego w Malleshwaram pubu o nazwie: 1522. W internecie zbiera on niemal same niezłe recenzje, ceny są bardzo przystępne, choć jedzenie raczej tylko typowo indyjskie i raczej mocno pikantne. Pub ma fajny wystrój stylizowany na piwnicę. Niby nic specjalnego, w Europie przecież mnóstwo takich miejsc, jednak w Indiach bardzo ciężko o taki wystrój. Poza tym muzyka - rock i metal, bardzo głośny metal! Dają czadu z muzyką, aż ciężko rozmawiać, więc miejsce raczej tylko dla fanów głośnego metalu. Mój mąż i szwagier to "metale", więc "metalowego" pubu nie mogą przecież przegapić! A do tego dla nas bardzo blisko, a w tak dużym mieście nie ma co się wybierać gdzieś daleko po nocy, bo potem bardzo ciężko wrócić. Kierowcy autorikszy nie dość, że wieczorem jadą po wyższych nocnych stawkach, to nocą lubią też oszukiwać i naciągać. Policja w weekendy w Bangalore masowo łapie pijanych kierowców. Nie wiem czy to ewenement w Indiach czy w innych dużych miastach też tak jest. W Bangalore ludzie naprawdę boją się prowadzić po spożyciu, a dwóch kuzynów męża dostało porządne mandaty za jazdę po pijaku i od tamtej pory przestrzegają wszystkich dookoła by jednak nie prowadzić w stanie wskazującym. U nas w Mangalore pijani kierowcy to zmora weekendów ponieważ czują się całkowicie bezkarni. Nikt ich nie łapie, kontroli brak, mandatów nie ma, totalna samowolka. 

Szwagier zawsze zamawia: egg chilly, bo nie jada mięsa. Ostre! Do tego indyjskie piwo Kingfisher. 
Już podczas pierwszej wizyty w 1522 zapoznaliśmy kelnera, który był przyjezdny i mówił w tulu. W Bangalore nikt normalnie w tulu nie mówi. Tak właśnie wyrabia się w Indiach znajomości. Były więc pogawędki z kelnerem, a ja miałam wyjątkowo dobry humor, więc nawet zagadałam! Zamówienie złożyłam w tulu, naprawdę wzbiłam się na swoje wyżyny :D No i się zaczęło. Kelner był cały w skowronkach, nie dość że swojacy, to jeszcze ta "foreigner" (zagraniczna) mówi w jego języku, wyglądał jak pijany ze szczęścia. Od razu sto razy bardziej się starał, a na koniec zostawiliśmy większy napiwek i kelner zostawił mężowi swój numer telefonu. Przy kolejnych wizytach zawsze mogliśmy na niego liczyć i nawet jak nie było stolików to zaraz się jakiś znajdował. Czasami kelner wydawał się jednak zażenowany albo wręcz zmęczony nami, a jednak gdy pewnego dnia zadzwonił nie mogłam wyjść z podziwu. W pubie organizowany był koncert na żywo, wejściówki po 200Rs (10zł), więc niby nie majątek, a jednak kelner zaprosił nas za darmo! Nie wiem jak to zrobił, bo jest tylko kelnerem, ale wpisani zostaliśmy na listę gości specjalnych, jak się później okazało jedynych gości specjalnych! Nikt więcej oprócz nas nie wszedł za darmo. Ja byłam tym faktem zażenowana, bo zupełnie nie jestem przyzwyczajona do takich akcji i jak to tak, że po znajomości? Tak nie można! Bardzo nie lubię takiego "cwaniakowania". Mąż i szwagier jednak skrupułów nie mieli i w pełni zadowoleni z siebie zasiedli w środku.  

A w środku ludzi więcej niż normalnie, ale do wytrzymania. Przed samym koncertem jako support śpiewał niejaki Mahesh. Nigdy o nim nie słyszałam, a chłopaczek taki niepozorny, niski, chudy, ale jak zaczął śpiewać - szok. Głos miał genialny. Śpiewał same covery po angielsku, naprawdę świetny talent. Tymczasem jednak wszyscy przyszli dla grupy Lagori. Zwłaszcza szwagier się podniecał, że zobaczy swoją idolkę - jedyną dziewczynę w grupie, basistkę Shalini Mohan. Ja o zespole Lagori wcześniej nie słyszałam, ale też nie interesuję się specjalnie indyjskimi zespołami. Sama nazwa lagori - oznacza indyjską podwórkową grę drużynową, w którą grają dzieci. Polegającą ona na rzucaniu piłką w celu strącenia wieży z kamieni.  
Jedna z popularniejszych piosenek, a na teledysku widać jak gra się w grę lagori:


Lagori grają indyjskiego rocka, śpiewają w hindi, w kannada i po angielsku. Niezła mieszanka, ale efekt naprawdę super. Ja osobiście piosenek nie znałam, zapoznałam się dopiero po powrocie do domu, ale i tak bawiłam się przednio. Wprawdzie w pubie nie było specjalnie miejsca ani na scenę, ani na widownię, a miejsce jest normalnie zastawione stołami, ale i tak ludzie się bawili świetnie. Było też dużo dziewczyn. Z tego co widziałam, obecnie Lagori są w trasie koncertowej po Indiach. 2 tygodnie temu byli w Mangalore, w zeszły weekend w Chennai, a w ten weekend w Kochin. 

Ale przystojny! Ten z długimi włosami.
Tak, mam słabość do mężczyzn z długimi włosami.






Zespół Lagori w pełnym składzie po koncercie.


Podoba mi się jeszcze to: piosenka śpiewana w sanskrycie - starożytnym języku indyjskim - takim, jakim w Europie jest łacina. 


Więcej o zespole Lagori na ich stronie internetowej oraz na facebookowym fanpage'u.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...