25 października 2014

Nasze Diwali - Deepavali. Obchody święta świateł.

Budynki przystrojone na mieście oraz sklep ze świątecznymi ozdobami.
Obchodzimy właśnie Diwali - jedno z najważniejszych świąt w Indiach. Święto świateł, które symbolizują zwycięstwo dobra nad złem, światła nad ciemnością i wiedzy nad ignorancją.

W Karnatace, na południu Indii, święto występuje raczej pod nazwą Deepavali (deepa - lampka oliwna, awali - rząd) i obdzwaniając rodzinę, czy znajomych życzymy im właśnie "Happy Deepavali", a ominąć kogoś w życzeniach raczej nie wypada - zupełnie jak u nas na Boże Narodzenie. Festiwal przypada co roku, mniej więcej 20 dni po Navaratri, i jak większość świąt w Indiach jest to święto ruchome. 

Tak samo też jak w nasze święta - to właśnie teraz ludzie w Indiach obdarowują się różnymi prezentami. Jednakże w przeciwieństwie do Polski, gdzie przed Bożym Narodzeniem nie ma mowy o przecenach, to w Indiach o dziwo przed Diwali można dostać sporo zniżek. Co więcej, jest to ponoć najlepszy moment w całym roku na większe zakupy, zwłaszcza jeśli chodzi o sprzęty AGD, czy też elektronikę. Każdy salon kusi i namawia na zakupy właśnie teraz. W tym roku także i my skorzystaliśmy z okazji i w końcu kupiliśmy nową lodówkę! Jestem z tego faktu prze-szczęśliwa i już więcej prezentów nie wymagam! Stara była po prostu straszna i aż słabo mi gdy na nią patrzę. Z lodówką i z naszym obchodzeniem Diwali - Deepavali wiąże się też inna historia. 

W tym roku święto spędzamy w domu. W sumie skromnie i nic szczególnego nie robimy. Pierwszy raz przystroiłam trochę mieszkanie. Kupiłam lampki oliwne, bawełniane knoty i olej, a także elektryczną lampkę, lol którą w sumie obydwoje bardzo polubiliśmy, mimo że w sklepiku wyglądała dość tandetnie :D Ma jednak tą zaletę, że daje super ciepłe-nastrojowe oświetlenie w pokoju, a do tego w przeciwieństwie do lampek na ogień, wiatrak u sufitu może być cały czas włączony, bo inaczej ciężko by było wytrzymać z gorąca, zwłaszcza że nie posiadamy klimatyzacji :) 

Diwali/Deepavali obchodzi się przez 5 dni, z czego dzień pierwszy i trzeci są najważniejsze. Pierwszego dnia należy wstać przed wschodem słońca i natrzeć całe ciało olejem - u nas jest to olej kokosowy. Olejek dogłębnie oczyszcza ciało, zbiera też wszelki brud, a następująca po tym gorąca kąpiel (jednak nie w wannie, gdyż wanien w Indiach praktycznie nie ma), to rytuał który oznacza niemal nowe narodzenie na nowy rok. Jest to niczym symbol zmycia wszelkiego brudu, jaki nagromadził się przez ostatnie 12 miesięcy i rozpoczęcie nowego roku czystym i "oczyszczonym". Po kąpieli można iść spać dalej :)

To właśnie pierwszego dnia wieczorem zapaliłam swoje pierwsze lampki oliwne - diya. Same lampki wykonane są z gliny. Do środka nalewa się olejku . W Indiach jest to: gingelly oil (olej sezamowy) - na opakowaniu często jest motyw modlitwy. W olejku zanurza się knoty, mogą być bawełniane. Takie lampki wytrzymują po zapaleniu aż kilka godzin.  

Moje diya - lampki oliwne, oraz elektryczna lampka podłączona do kontaktu kablem. 
Swoje gliniane lampki oliwne ustawiłam za oknem w sypialni oraz, jak nakazuje tradycja, pod drzwiami wejściowymi - po jednej lampce z każdej strony drzwi. Obok drzwi mamy także na klatce schodowej murek - na którym ustawiłam resztę. Mimo, że mój mąż jest w sumie ateistą to obydwoje lubimy różne święta. Będąc też "mieszaną" rodziną obydwoje chcemy doświadczać własnych kultur. Diwali organizowałam w sumie bardziej ja, ale widzę że mąż jest w sumie zadowolony. 

Po zapaleniu lampek, gdy tylko się ściemniło w okolicach 18.30, zdecydowaliśmy że pójdziemy gdzieś kupić czosnkowy chleb naan i zaraz wrócimy, bo reszta jedzenia była już gotowa. Wróciliśmy po pół godzinie, a tu wszystkie lampki zgaszone, olej gdzieś wylany, a bawełniane knoty ukradzione! Poza tym tą starą, zdezelowaną lodówkę wystawiliśmy tego dnia na klatkę schodową, a ona zamiast pod ścianą, stała całkiem przesunięta i przekrzywiona. Jedna noga się złożyła, bo była chybotliwa, a woda z tej lodówki się rozlała po korytarzu, bo widocznie coś się tam rozmroziło. Mokre ślady wskazywały, że sąsiadka z mieszkania obok buszowała pod naszymi drzwiami! Sąsiadka jest indyjską katoliczką. Co więcej, mieszkamy na katolickim piętrze, lecz dwa kolejne mieszkania nie są zamieszkane. Wychodzi na to, że sąsiadka się obraziła na nasze bałwochwalcze hinduistyczne obrządki. Być może myślała, że my to katolicy, zwłaszcza że widziała jak rok temu obchodziliśmy Boże Narodzenie? Może uraziliśmy jej odczucia religijne? A stara lodówka to nie wiem? Indusi są strasznie wścibscy. Może chciała ją pooglądać i jej się niechcący wywaliła? Albo też przeszkadzało jej, że postawiliśmy lodówkę za blisko jej drzwi (niecały metr od naszych), bo na klatce schodowej, pod ścianą trzyma chyba pół domu, a całe piętro traktuje niczym swoją własność. 

Według mnie mogła mieć pretensje, że zostawiliśmy w bloku żywy ogień i sobie gdzieś poszliśmy, więc przez kolejne 2 dni zapalałam lampki tylko gdy byliśmy w domu. Z drugiej strony żadnego niebezpieczeństwa naprawdę nie było. Akcji z lodówką jednak nie rozumiem. Można chyba tylko powiedzieć, że wścibskość Indusów nie zna granic. 

Tymczasem Diwali to wieczorem przede wszystkim sztuczne ognie i fajerwerki! Każdy z nas spędził kiedyś Sylwestra w Polsce prawda? Otóż Diwali, to trzy dni Sylwestra pod rząd! Wyobraźcie to sobie tylko! 3 dni i każdy taki sam, jakby właśnie wybiła północ w Nowy Rok! No bo przecież skoro święto świateł, to też święto świateł wybuchowych - fajerwerków!

W tym roku nie kupiliśmy ani jednego. Niech bawią się rodziny z dziećmi. Choć kwestia bezpieczeństwa też powinna być wzięta pod uwagę. Rok temu święto spędziliśmy z siostrą męża i szwagrem oraz dziećmi w Bangalore, dlatego fajerwerków było co niemiara, jednak dzieci raczej stały i patrzyły. Chłopcy sami z siebie boją się ognia i iskier. Pewnie to i lepiej dla nich i ich bezpieczeństwa.


Zimne ognie są niegroźne, a stosunkowo bezpieczne i dają dużo radości.

"Wirki" i "fontanny" przyprawiały mnie o zawał serca. Jak to możliwe że żaden samochód nie ucierpiał?


W kłębach dymu.

Pozostałości po Diwali. Kto posprząta ten syf?

Oprócz lampek oliwnych oraz fajerwerków, bardzo wskazane jest utworzenie przed wejściem do domu pięknego ozdobionego rangoli. Zakupiłam nawet szablony, mimo że posiadam pewne talenty plastyczne. W tym roku jednak obeszło się bez rangoli, więc miejmy nadzieję że w przyszłym roku będę miała o czym pisać :D 


Dla wyznawców Hinduizmu, Diwali to moment szczególnego kultu bogini Lakshmi, która jest boginią pieniędzy i dobrobytu. Każdy sklep w Indiach, czy to mały czy ogromna sieciówka, oddają wtedy cześć bogini poprzez zorganizowanie specjalnej poojy - modlitwy w sklepie. Modlitwa odbyła się drugiego dnia Diwali, a wszelkie zakupy były tego dnia wieczorem lekko utrudnione. 

Czas Diwali, to także jeden z najlepszych momentów by w Indiach wziąć udział w jakimś z lokalnych obchodów kulturalnych. Warto dowiedzieć się, co będzie się działo w naszej okolicy. W Mangalore w tym roku zorganizowano konkurs mini modeli budynków, konkurs lampionów, a także pokazy tańców indyjskich. Wszystko za darmo i naprawdę fajnie zorganizowane. 

Różne miniatury budowli: wieża Eiffla z zapałek, lampion z plastikowych kubków, miniatura świątyni Akshardham w New Delhi, mini tablo - z tygrysami z Mangalore, mini świątynia ISCON w Bangalore. 


Konkurs lampionów. 

Świątynia cała oświetlona - a ja znów w tych samych ciuchach :D
Przyznaję! Na klasycznych, jak i współczesnych tańcach indyjskich nie znam się wcale! Co nie przeszkadza mi jednak podziwiać i zachwycać się. A dwie godziny jakie spędziłam na widowni minęły w moment. Z chęcią dowiedziałabym się na co tak właściwie patrzyłam. Było naprawdę pięknie. Mąż mówi, że cały festiwal zorganizowała lokalna telewizja. Udało im się, i choć nie wiem czy grupy były amatorskie czy też profesjonalne, to tańce i muzyka były naprawdę hipnotyzujące.


Z prawej: młodzi adepci Yakshagany 
Jedyny tancerz - chłopak, w całym zestawieniu.

Tłem tancerek jest - Ganesha - słoniogłowy bóg. 

Tancerki trzymają lampki oliwne. 

Kathakali - taniec z sąsiedniego stanu - Kerala.

Lampiony, mnóstwo lampionów. Nie wiem który wygrał.


2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia i fajne te wszystkie pokazy. Podczas pobytu w Kerali byliśmy w takim tradycyjnym teatrze, gdzie właśnie tańce i przedstawienia były pokazywane i na początku każdego z nich tłumaczono nam, kogo dana postać przedstawia, albo co to za scena.
    Bardzo ładnie wyglądają Twoje dekoracje z lampek, szkoda, ze ta sąsiadka się do nich dobrała. To są takie lampki, które można kupić przed świątyniami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazy były naprawdę super. Właśnie też chciałam iść w Kerali na takie przedstawienie typowe dla turystów. Niestety! Strajk generalny... I nawet tancerze zastrajkowali. W Kerali co i rusz strajkują. Pech. Ale może kiedyś jeszcze się uda.
      Sąsiadka jest dziwna :D Ale w sumie nie narzekam. A lampki to na targu też widziałam i przed świątyniami, a te z brokatem kupiłam w... centrum handlowym :D ale też się okazały super, bo też z gliny, choć nie wyglądały.

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...