16 października 2014

Indyjski market: CHIKPET Bangalore - Jak w Indiach wygląda "starówka"


























Indyjski market to fascynujące miejsce. Nie ważne jaki, bo są przeróżne. Każde miasto ma w Indiach swój market - zazwyczaj wiele różnych marketów. Market w Indiach po prostu szokuje, a pierwszą reakcją jest raczej chęć natychmiastowej ewakuacji! W Polsce też mieliśmy różne podniebne "giełdy" i targowiska. Tak łatwo jednak zapomnieć te czasy, a człowiek szybko się przyzwyczaja do lepszych standardów. Na indyjski market żadne standardy jeszcze póki co nie dotarły. Targowisko więc tętni życiem, handel kwitnie, a warunki są tragiczne. 



Chikpet to bardzo stara część miasta. Targowisko założono podobno w XVI wieku, a ówczesne wąskie uliczki nadal są tak samo wąskie. Miejsce słynie przede wszystkim z... syfu! Chikpet jest tak zanieczyszczony, że rzesze osób odmawiają po prostu udania się w to miejsce! Większość Indusów z klasy średniej na wieść, że byliście w Chikpet złapie się za głowę, zrobi wielkie oczy i zaniemówi albo powie, że oszaleliście. W Chikpet jest po prostu syfnie i śmierdząco. Jest tam bardzo, bardzo brudno, tym bardziej że market jest ogromny i ciągnie się przez wiele ulic. Tak naprawdę, to zbiór wielu marketów, z których każdy specjalizuje się w sprzedaży innych produktów. 


Chikpet usiany jest różnymi "petami" - marketami oraz przeróżnymi, często maleńkimi świątyniami. Każda z grup "produktowych" chciała mieć swoją świątynię. Oprócz jedwabnych sari, produktów metalurgicznych i wyposażenia wnętrz są też ulice specjalizujące się w sklepach papierniczych, warzywach i owocach, elektronice, złotej i srebrnej biżuterii, produktach krawieckich, czy też w garnkach. 

Małe świątynie i mikro świątynki.


Najsławniejszy jest tam market południowo-indyjskich sari z jedwabiu. Reklamy i szyldy "silk saree" widać dosłownie wszędzie. Podobno można tu kupić jedne z najlepszych sari w Bangalore po najniższych cenach. Jedwabne sari noszą na codzień przede wszystkim tradycyjne kobiety - przedstawicielki "starego Bangalore" i to właśnie ich było na ulicach najwięcej. 

Na ulicy mnóstwo kobiet.


Oprócz jedwabiu, to największy targ kwiatów w Bangalore. Jednakże by podziwiać te tony kwiatów trzeba się stawić w okolicach 5 rano. Kwiaty następnie wędrują po całym mieście i są sprzedawane dwa razy drożej w na osiedlowych czy też dzielnicowych targach. 

Na Chikpet koniecznie trzeba się targować. Najlepsze ceny otrzymamy kupując hurtowo. To właśnie tutaj zjeżdżają właściciele sklepów z różnych części stanu, kupują produkty w śmiesznie niskich cenach, aby sprzedać je znacznie drożej w swoich miastach. W Mangalore w życiu nie da się kupić rzeczy tak tanio. W Indiach panuje zasada: duże miasta - niska cena, zwłaszcza na takich marketach. 


Dlaczego więc ludzie kupują drożej jeśli mogą przyjechać do Chikpet i kupić taniej? Bo w Chikpet jest syf, odrażający syf! Drogi są wąskie, a korki na mieście na kilka godzin. Wyprawa na market - to wyprawa na cały dzień, a po powrocie człowiek się czuje beznadziejnie. I nawet teściowa mojej szwagierki, była tak zniesmaczona, że wieczorem po powrocie wzięła kąpiel! Zjawisko wyjątkowe i warte zapamiętania, bo Indusi tradycyjnie nie kąpią się wieczorem!




Nasze zakupy na ulicy "metalurgicznej"
 zakończone sukcesem.
Nas na Chikpet nie sprowadziły tym razem jedwabne sari, ale co innego. Słyszeliśmy, że to podobno najtańsze miejsce w mieście by kupić produkty do domu ze stali nierdzewnej, oraz wyposażenie typu zamki do drzwi, czy też zlewy, krany i słuchawki prysznicowe. 

Ulicę "metalurgiczną" znaleźliśmy dość szybko. Nie spodziewałam się jednak, że aby uzyskać satysfakcjonującą cenę trzeba na to poświęcić aż tyle czasu! Pielgrzymki od sklepu do sklepu i negocjacje cen zajęły minimum 4 godziny... Byłam już tym wykończona. Co więcej, ceny wcale nie rewelacyjne i nawet znacznie droższe niż w pięknym, czystym salonie z klimatyzacją. Ja bym już dawno zwątpiła, lecz Indusi mają jakąś podskórną smykałkę do negocjacji i bardzo często intuicyjnie wyczuwają, gdzie będzie dobra cena. Może to moja biała twarz sprawiała, że ceny były początkowo za wysokie? 


Kolejnym sławnym marketem na Chikpet jest "Raja Market", który słynie z tradycyjnych dewocjonaliów ze srebra. To także najlepsze miejsce w jakim byłam w całych Indiach, jeśli chodzi o dodatki krawieckie! Wstążki, naszywki, zawieszki, nici i tysiące innych rzeczy, których nazw nie znam. Naprawdę można dostać zawrotu głowy. 

Figury i figurki - tanio!

Chłopaki robiący mehendi i stoisko z hinduistycznymi dewocjonaliami.

Pani sprzedająca papaję i chłopaki oferujący okrę - sami zapozowali i domagali się zdjęcia! 

Święte krowy.

Granaty i inne owoce.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...