15 września 2014

Zwykły dzień w tradycyjnej indyjskiej rodzinie


Jestem obecnie z wizytą w domu siostry mojego męża. Jest to bardzo tradycyjnie prowadzony dom, a rodzina należy do dość religijnych braminów. Nawet na tle innych domów w rodzinie męża, ten wypada bardziej konserwatywnie.

Siostra mieszka w typowej joint family (rodzinie łączonej - rozszerzonej). Ten typ rodziny potrafi składać się z bardzo wielu członków, którzy należą do różnych generacji: dziadkowie, rodzice, bracia i ich żony oraz dzieci, wszyscy razem pod jednym dachem. Tymczasem obecnie joint family się lekko skurczyła i jednym z najpopularniejszych modeli rodziny w Indiach jest 2+2+2 (teść + teściowa, syn + synowa, oraz dwójka dzieci, ewentualnie jedno dziecko). W domu mieszka więc ona ze swoim mężem, a także ich dwójka dzieci oraz teściowie. Zwłaszcza klasa średnia, czy też osoby do tej klasy aspirujące, nie decydują się na więcej dzieci. Edukacja i służba zdrowia są płatne, a wychowanie i wykształcenie dzieci sporo kosztuje. W rodzinie męża, w obecnym pokoleniu nikt nie posiada więcej niż dwoje dzieci.

1. Poranek


Pierwszą osobą, która wstaje rano w indyjskim domu jest synowa. Idealnym czasem pobudki jest 5 rano... W Indiach panuje przekonanie, że dzień najlepiej zacząć przed wschodem słońca. Dzięki temu nic nas nie ominie i cały dzień, od świtu do zmierzchu, zostanie w pełni wykorzystany. Pobudka po wschodzie słońca prowadzi do zgnuśniałości i dalszego lenistwa.  

Siostra męża wstaje więc jak najwcześniej. Ponieważ ostatnia kładzie się do łóżka, czasami śpi jednak trochę dłużej. Co jakiś czas umawia się z teściową, że teściowa danego dnia wstanie, a ona sobie pośpi. Niestety zdarza się, że mąż komentuje to jej spanie w lekko ironiczny sposób. Według niego prowadzenie domu i wstawanie rano należą do jej obowiązków i jest to jej praca, z której powinna się wywiązywać, skoro nie pracuje zawodowo.

Z samego rana jest w domu sporo do zrobienia, zwłaszcza przy dwójce dzieci, dwójce teściów i mężu. Przede wszystkim trzeba przygotować porządne śniadanie. Śniadania jada się na ciepło i są to dania wymagające gotowania, co bywa czasochłonne. Na śniadania jada się najczęściej: różne rodzaje dosy z chutney (placki z sosem), różne rodzaje upmy (pudding z semoliny), puri bhaji, pohę (tłuczony ryż). Trochę rzadziej: chleb lub tosty z masłem lub dżemem, Maggi noodles (coś jak zupka chińska, tylko z sosem zamiast wody). Do tego zawsze podawana jest kawa z mlekiem, a raczej mleko z kawą. Kawa jest bardzo słaba, słodka i na tłustym mleku. Kawę z rana piją też malutkie dzieci! Poranne gotowanie obejmuje więc porcje dla 6 osób, plus zapas jedzenia do zapakowania dla szwagra i dla dzieci.


Proste codzienne rangoli 
Teściowa wstaje jako druga i po skontrolowaniu stanu przygotowań w kuchni, idzie przed dom, by skoro świt narysować u progu domostwa rangoli - ozdobny wzór z nasypanego kolorowego proszku. Nowe rangoli jest codziennie inne i trzeba je rysować od początku. W zależności od czasu, ochoty i okazji, bywa bardzo proste lub skomplikowane. Teściowa lubi wieczorem wymyślać wzór na kolejny dzień. Ma nawet zeszyt, w którym rysuje nowe projekty. Obecnie sporo osób nie ma na to czasu i co i rusz widać gotowe rangoli - naklejkę. Zwłaszcza w blokach rangoli rzadko powstają z proszku. 




W międzyczasie wstają pomału pozostali członkowie rodziny. Po przebudzeniu, zawsze pierwsze kroki to - łazienka i mycie zębów. Jedzenie śniadania z nieumytymi zębami jest traktowane jako obrzydlistwo. 

Kąpiel - jest codziennym porannym rytuałem. W indyjskich domach kąpiel bierze się obowiązkowo przynajmniej raz dziennie. Jednakże ten jeden raz przypada absolutnie bezwzględnie rano! Kąpiel z rana ma obudzić i oczyścić przed modlitwą. Większość ludzi w Indiach krzywi się na pomysł kąpieli przed snem. Twierdzą, że kąpiel ich rozbudzi i nie będą w stanie zasnąć. Kąpiel kojarzy się z początkiem dnia i rozbudzeniem. Czasami zdarza się że druga kąpiel będzie wczesnym wieczorem, albo absolutnie nigdy po obiedzie, przed snem. 


Domowy ołtarzyk 
Pierwsze kroki po kąpieli, to obowiązkowo domowy ołtarzyk i modlitwa. Przed oblicze bogów trzeba iść czystym. Każdy przykładny wyznawca hinduizmu ma w domu ołtarzyk, a często cały pokój poświęcony bogom - tzw. god's room (pokój boga) lub też pooja room (pokój modlitwy). Modlitwa jest indywidualna i trwa raczej tylko kilka minut. Jedynie teść zrobił się na starość bardzo religijny. Z rana siedzi przed ołtarzykiem i śpiewa pieśni religijne oraz recytuje fragmenty z tekstów religijnych. 


Z rana przychodzi pod drzwi poranna gazeta i mleko. W międzyczasie wstaje już słońce, a w okolicach 7.00-7.30 rano budzą się pomału dzieci. Choć z dziećmi różnie bywa i czasami trzeba ich z rana nakłaniać do wstawania.


Dzieci biorą rano kąpiel w kolejności zależnej od tego, kto pierwszy wstał. Gdy chłopcy byli malutcy potrzebowali przy kąpieli pomocy. Poranne mycie wykonywała zawsze babcia, która także w wielu innych aspektach przejmuje dominującą rolę w wychowaniu. Dzieci także modlą się zaraz po umyciu. Starszy z chłopców, który nosi już nić bramińską, modli się wyjątkowo długo i wykonuje przy tym różne rytuały. Po modlitwach każdy w swoim czasie siada na śniadanie. Chłopcy często też z rana i w panice kończą odrabiać lekcje na ostatnią chwilę. 


Dzieciom trzeba naszykować mundurki i przypilnować, by zaczęły się szykować do szkoły. Mundurki w Indiach bardzo mi się podobają. Wyglądają porządnie i schludnie i w niczym nie przypominają okropnych mundurków, jaki niedawno przez chwilę były w Polsce. Szkoła w Indiach zaczyna się mniej więcej o tej samej godzinie dla wszystkich. Nie ma czegoś takiego jak dwie zmiany znane z Polski. Lekcje zaczynają się w zależności od szkoły między 8.30 a 9.30, bardzo rzadko wcześniej. 


Kilka minut przed 9.00 chłopcy wychodzą do szkoły. Obecnie chodzą na piechotę, gdyż szkoła jest pod domem. Dawniej łapali autobus szkolny, który zawozi i odwozi dzieci z domu do szkoły i z powrotem. Autobusy szkolne to powszechny widok w indyjskich miastach. W Polsce tzw. gimbusy wożą tylko na wsiach. 




Malutkie dzieci, uczęszczające do przedszkola, kończą dość szybko i spędzają na zajęciach jedynie kilka godzin. Przed 13.00 są już z powrotem w domu. Chłopcy siostry męża chodzą do 3 i 6 klasy. Kończą więc lekcje parę minut po 15.00 i o 15.20 są już w domu. W międzyczasie, w szkole jest ponad półgodzinna przerwa na lunch.  


Niedługo po chłopcach do pracy wychodzi szwagier, który zaczyna mniej więcej o 10.00, a kończy około 18.00 (nie ma sztywnych godzin). W domu zostaje tylko synowa z teściami. Przez wiele lat, jak wiele rodzin w Indiach, teściowa z synową posiadały do pomocy w sprzątaniu dochodzącą służącą, która przez godzinę dziennie wykonywała przeróżne prace domowe. Obecnie od roku nie mają takiej osoby. Stawki za te usługi z roku na tok robiły się coraz wyższe, a standard sprzątania pozostawiał wiele do życzenia. Ponieważ szwagier kupił mieszkanie, na co musiał zaciągnąć kredyt, rodzina postanowiła w ramach oszczędności zrezygnować ze służącej i dwie gospodynie muszą teraz codziennie wykonywać te czynności same. 


Tak więc, gdy już wszyscy poszli, teraz czas na zmywanie naczyń. Dawniej naczynia z całego dnia, z wszystkich posiłków składowane były w ogromnej misce, a rano wszystko myła służąca. Obecnie zmywanie odbywa się 3 razy dziennie. Poranne zmywanie zawsze robi synowa. Teściowa po śniadaniu chwilę siedzi i ogląda tv, ale jak tylko kuchnia jest wolna idzie przygotowywać dania na lunch i obiad. Składniki kroi synowa, po czym zostawia gotowanie teściowej. Pomiędzy 10.00 a 13.00 odbywa się główne gotowanie dla rodziny na cały dzień. Ponieważ w kaście męża pojawiają się unikalne dania, a także ponieważ są to dania wyłącznie wegetariańskie, praktycznie nie zdarza się by zatrudniać kucharkę. W rodzinie męża jedynie najbogatsi i najmniej ortodoksyjni (czyli tacy, którzy jedzą mięso), mają osoby do gotowania. Kwestie spożywanego jedzenia są zbyt istotne by powierzać je obcym osobom.

Gdy gotowanie w toku, teść idzie na zakupy lub na spacer do parku. Teściowa z synową na zakupy chodzą rzadko.

Palka półautomatyczna
Pranie w Indiach to codzienny rytuał i z jakiegoś powodu kluczowa sprawa w życiu. Nie ma dnia bez prania, świątek, piątek czy niedziela, pranie musi być, tak jakby bez prania świat się miał zawalić. W indyjskich domach, nawet w klasie średniej nadal królują pralki semi-automatic. Jakoś nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim i dopiero tutaj zobaczyłam pierwszy raz. Taka pralka posiada 2 kontenerki ładowane od góry. W jednym pierzemy, a drugim na koniec wirujemy pranie. Niestety opcja piorąca jest o wiele słabsza, niż w pralce automatycznej. Pranie polega na tym, że wrzuca się ubrania, a następnie trzeba je zalać wodą, którą można nalać z węża lub z wiadra. Kranik nieopodal pralki ma tylko zimną wodę, więc wychodzi na to, że pierze się tylko w zimnej. Następnie wsypuje się detergenty i włącza pierwszy cykl, który trwa 15-20 minut. Pranie bełta się w wodzie raz w lewą stronę, raz w prawą. Moc takiego prania nie jest imponująca, dlatego przed praniem w pralce ubrania się namacza w miskach, często przez noc. Łazienka zastawiona jest więc wiadrami i miskami. Tam też łatwiej o ciepłą wodę do namaczania.
Po pierwszym cyklu należy spuścić wodę, następnie ponownie ręcznie napełnić świeżą. Kolejne 2 cykle to płukanie bez detergentów. Na koniec pranie przerzuca się do drugiego zbiornika na wirowanie. Większe zabrudzenia i tak trzeba usunąć ręcznie, piorąc w łazience na ziemi, a najlepiej na kamieniu z użyciem specjalnej plastikowej szczotki. Co ciekawe, kobiety nigdy nie piorą swojej bielizny z resztą ubrań. Bielizna musi być wyprana ręcznie. Kobiety piorą ją w ręku, gdy biorą kąpiel i pozostawiają ją później do wyschnięcia gdzieś na uboczu. Żadna indyjska gospodyni nie da też swojej bielizny do prania służącym, zawsze wypierze ją sekretnie własnoręcznie.

Pranie skończone i rozwieszone. Lunch się skończył gotować. Kuchnia po gotowaniu jest dogłębnie czyszczona, włącznie z codziennym myciem kuchenki, zlewu, blatu i kafelek. Teraz pozostało jedynie pozamiatać, a do tego służy specjalna zmiotka. Odkurzacze domowe to w Indiach raczej nowość. Siostra męża nawet posiada jeden, lecz nigdy go nie używa, bo woli miotłę. Co jednak robi przyzwyczajenie i nawyki? Gdy już podłoga zamieciona, wystarczy jeszcze tylko umyć podłogę. Tutaj większej filozofii nie ma. Albo ścierką i szorowanie na kolanach, albo mop. 


2. Popołudnie


Synowa i teściowa mogą wreszcie koło południa odetchnąć i się wykąpać. Po kąpieli zmienia się w końcu ubranie. Do tej pory kobiety były na nogach cały czas w tym, w czym spały, czyli w podomkach - prostych szatach, długich do kostek, bez dekoltu i bez kształtu. Teściowa zakłada lekkie bawełniane sari, a siostra męża zmienia tylko podomkę na nową, którą zmieni ponownie dopiero następnego dnia po kąpieli. W końcu i one się modlą, a następnie mają czas dla siebie, co w zasadzie co dzień kończy się sesją seriali telewizyjnych. 

Lunch jada się około 13.00-14.00. Lunch jedzą razem teściowie z synową, a po skończonym posiłku synowa wreszcie zostaje na chwilę sama, teściowie udają się bowiem na popołudniową drzemkę. Synowa w zasadzie także bardzo często idzie wtedy spać, gdyż w nocy śpi mało. Musi jednak wstać przed powrotem dzieci ze szkoły, co następuje o 15.20. 

Gdy dzieci wracają zaczyna się popołudniowy rozgardiasz. W Polsce, po szkole jadłam raczej od razu obiad. Tutaj dzieci dostają jednak raczej jakąś przekąskę, często smażoną lub na słodko oraz ciepły napój. Lunch jedli bowiem w szkole. 

Dzieci, jak to dzieci, wprowadzają zamieszanie. A to chcą oglądać kreskówki, a to idą na rowery, czy też chcą grać w gry komputerowe, Czasem przychodzą do nich koledzy z sąsiedztwa. Tylko czasem udaje ich się nakłonić od razu do odrabiania pracy domowej. Siostra męża przyzwyczaiła ich od małego do wspólnej nauki. Nacisk na wysokie stopnie też jest ogromny, a wiadomości ze szkoły muszą być codziennie opanowane i powtórzone. Matka przepytuje chłopców z całego najnowszego materiału. Na wspólnej nauce spędzają całą resztę popołudnia. Wkład rodziców jest o wiele większy niż był u mnie w domu, gdzie rodzice stawiali na moją samodzielność, co skutkowało często jednak gorszymi stopniami. Z drugiej zaś strony obowiązki domowe ociągają szwagierkę często od siedzenia z chłopakami. Teściowa nie toleruje opóźnień w kuchni, nawet kosztem nauki chłopców.

Przydomowy krzaczek
tulsi.

Około 17.30 domownicy zasiadają razem na popołudniową kawę i przekąski. Dzieci piją albo kawę albo inny napój mleczny. Często w tym czasie wraca też szwagier. Przekąski są raczej niezdrowe, bardzo słodkie lub smażone w głębokim oleju. Niemal codziennie serwuje się też czipsy.

Po przekąskach czas na popołudniową sesję modlitw, której oddaje się teść. Znów zasiada przed ołtarzykiem i przez kilkanaście minut śpiewa pieśni religijne. W tym czasie teściowa idzie poświęcić przydomowy "święty" krzaczek tulsi, a synowa zbiera pranie i układa je na miejsce.



3. Wieczór


Wczesnym wieczorem synowa z teściową czasem wychodzą z domu na zakupy. Choć często cały dzień nie wychodzą wcale. Wieczór to czas dalszej nauki chłopców oraz czas seriali telewizyjnych, które indyjskie kobiety oglądają codziennie godzinami, w każdej chwili przerwy od innych obowiązków. 

Obiad jada się bardzo późno, dopiero około 10.00 wieczorem. Dania na obiad są już ugotowane i w zasadzie jada się to samo co na lunch, dodając jakąś jedną czy dwie nowe potrawy. 

Po ostatnim posiłku rodzina szykuje się pomału do snu. Czymś, co jest dla mnie najcięższym do zaakceptowania, jest fakt iż nikt nie kąpie się wieczorem. Nie ważne jak upalny był dzień, każdy idzie spać tak jak stoi. W Indiach nie nosi się piżam! Koncept ubioru specjalnie przeznaczonego tylko do łóżka jest nieznany. Kobiety idą spać w ubraniach podomowych, które nosiły cały dzień (sari, podomka, salwar kameez), a mężczyźni noszą po domu podkoszulki i sportowe spodnie lub szorty, albo lungi. Wieczorem nikt także nie myje zębów! 

W dni, gdy obowiązków w domu było więcej i dzieci nikt nie dopilnował zaczyna się wieczorna panika. Prace domowe nie odrobione, a chłopcy padają ze zmęczenia. Dzieci idą więc spać, a do odrabiania lekcji i wyklejania różnych projektów zasiada matka, która jednak robi to dopiero gdy wszyscy pójdą już spać, gdyż wcześniej musi posprzątać po obiedzie i namoczyć ubrania na noc. Jej mąż nie udziela się w domu wcale. Jego obowiązkiem jest tylko praca i przynoszenie pieniędzy. Synowa kładzie się więc ostatnia, aby za kilka godzin rano znów wstać jako pierwsza.  

5 komentarzy:

  1. Świetny ten post, to się pokrywa mniej więcej z tym, co sama obserwuję. Naprawdę nie zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie aż krew zalewała, ale już się chyba przyzwyczaiłam. Z resztą mi nikt nic nie narzuca, więc póki mam święty spokój to co mi do ich stylu życia :)

      Usuń
  2. Pani Magdo, przypadkowo trafiłam na ten blog i żałuję, że nie stało się to wcześniej bo wreszcie znalazłam kopalnię wiedzy o życiu i zwyczajach w Indiach.Wyjeżdżamy tam z najbliższą rodziną za 2 tyg. na ślub córki i te informacje są nieocenione.Jeszcze raz dziękuję, że zamieszcza Pani te ciekawostki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :) Mam nadzieję, że informacje okażą się choć trochę pomocne. W Indiach jest ten problem, że każdy region i kasta mają swoje zwyczaje, więc ciężko jest pisać o czymś, co będzie miało zastosowanie w całych Indiach jak długie i szerokie :) Mam nadzieję, że ślub będzie niezapomnianym przeżyciem! Niesamowita sprawa, że jadą Państwo wspierać córkę w tak ważnym wydarzeniu :) Śluby indyjskie potrafią być oszałamiające i bardzo męczące, zwłaszcza dla najbliższej rodziny, ale wrażenia na pewno niezapomniane. Dziękuję jeszcze raz.

      Usuń
  3. Moj maz jest z Kalkuty. W domu moich tesciow panuja zupelnie inne porzadki. Mieszkaja oni tez w joint family, ale rozszerzonej o niezamezna siostre i brata z zona mojego tescia. Wszystkie dzieci mieszkaja za granica. Dom jest dosc liberalny w sprawach religijnych, jedynie moj tesc odwiedza co dwa dni swiatynie, mlodsze pokolenie nie robi tego wcale, wiekszosc nosi sie po europejsku. Rangoli jest malowane tylko i wylacznie na specjalne okazje. Oczywiscie codziennym rytualem jest pranie (to sie akurat zgadza), nie zajmuja sie tym jednak Panie domu, a ich sluzba (oprocz bielizny). W domu na stale mieszka jedna pomocnica i do sprztania przychodza jeszcze dwie oraz kucharka, dwoch szoferow i ogrodnik. Wszyscy traktowani sa jak czlonkowie rodziny i z szacunkiem. Obowiazkowo wieczorem kazdy sie kapie, myje zeby i przebiera w pizamy!!!! (Moj maz byl w szoku jak mu powiedziam, ze w poludniowych Indiach tego czesto nie robia). Kucharka przychodzi rano i gotuje potrawy na caly dzien. Kolacja jest pozno i jest ogromna, do czego ja znowu nie jestem przyzwyczajona.Tak to miejwiecej wyglada w Bengalu Zachodnim w dosyc zamoznej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...