3 lipca 2014

Wzgórza Nandi Hills koło Bangalore

Kręta droga na szczyt. Co ciekawe samochodem można wjechać na samą górę. 

















Nandi Hills to idealne miejsce weekendowego, jednodniowego wypadu z Bangalore. Wzgórza położone są około 60km na północ od miasta. Jedzie się tam drogą na lotnisko, a potem jeszcze kilkadziesiąt kilometrów na północ. Bardzo łatwo tam dojechać zarówno autobusem (autobus można łapać np. na głównej zajezdni Majestic). Samochodem też nie ma problemu. Co więcej, droga prowadzi aż praktycznie na sam szczyt. Nie trzeba się wspinać. Autobus też wjeżdża na samą górę. Nie pamiętam jedynie, czy na szczyt wjeżdża autobus ten sam, czy przypadkiem trzeba się przesiąść u podnóża. 

Szklarnie i uprawy roślin w doniczkach.


Nandi Hills może nie jest siódmym cudem świata, ale jako wypad rodzinny będzie super. Zwiedzanie nie stanowi problemu, nie trzeba uprawiać karkołomnych wspinaczek, w większości miejsc chodniki i spokojne alejki. Bardzo dużo szklarni i zieleni. Jedynie trzeba uważać na małpy. 

Małpy wyglądają słodko, ale mogą być agresywne i niebezpieczne.




















Szczyt wzgórza bardziej przypomina spokojny park. Sporo rodzin z dziećmi oraz grupek młodzieży, choć tłumów nie było. Na samej górze w wielu miejscach przebijają skały. Cały teren jest ładny i czysty. Jedynie nieporządek panował nieopodal małej świątyni, w okolicach restauracji.















Widoki zapierają dech w piersiach.






























Jako osoba, która lubi wleźć gdzieś na górę i patrzeć na widoki, byłam zachwycona. Idąc szlakiem, co i rusz rozpościerały się zapierające dech w piersiach widoki. Na wzgórzu jest też jedna rządowa restauracja, dość siermiężna. Jedzenie oczywiście tylko indyjskie i wybór niewielki. To typowe dla restauracji nadzorowanych przez rząd i Ministerstwo Turystyki Karnataki. Nawet coś tam zjedliśmy. I tak innego lokalu nie było. Warto jednak tam wejść dla samego widoku z okien oraz dla tarasu. Taki widok siedząc przy stoliku to jest coś!

Widok ze stolika w restauracji.





























Na wzgórzu akurat kręcili jakiś film, albo może serial. W Indiach często można się natknąć na ekipy filmowe.
















Nandi Hills było swego czasu znane jako fort wraz z pałacem letnim słynnego Sułtana Tipu, władcy Królestwa Mysore, który pozostawił po swoim panowaniu mnóstwo budowli w południowej Karnatace, m.in. Fort w Mangalore (obecnie bardzo mało godny uwagi), czy też pałac w Srirangapatnie koło Mysore. Mahatma Gandhi także odwiedził wzgórza. Pałac letni dawno ma jednak czasy świetności za sobą. Obecnie raczej jest bo jest, ale nic nie ma w nim specjalnego, a większość drzwi jest zaryglowana.

Oprócz spacerowiczów, można też się natknąć na rowerzystów górskich, a od czasu do czasu też na paralotniarzy. 

Pałac letni Sułtana Tippu.





























Gniazdo dzikich pszczół zawieszone wysoko na skale. 





































Wycieczka do Nandi Hills to świetny pomysł, na jednodniowy wypad. Można od razu wrócić się do miasta, albo też wybrać się jeszcze dodatkowo do małych świątyń w okolicznych wioskach u podnóża. Jak to w Indiach, nam udało się natknąć na wiejski ślub oraz na jakieś śpiewy modlitewne. Ot taki inny, indyjsko-wiejski koloryt. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...