3 lipca 2014

Shravanabelagola - Świątynia dźinijska

Shravanabelagola

























Położona około 150km na zachód od Bangalore mała mieścinka Shravanabelagola jest głównym miejscem kultu jednej z indyjskich religii: dżinizmu.

O dźinizmie może nie wiem aż tak dużo, oprócz ogólników. Na pewno jest to baaardzo stara religia. Podobno powstała w VI w. p. n. e. Podobno też wywodzi się z hinduizmu, ale większość z niego odrzuciła, m.in. kult bóstw. Inne rzeczy zostały za to jeszcze bardziej pogłębione, np. wegetarianizm, który jest w tej religii bardzo restrykcyjny. Główną ideą jest bowiem ahimsa - nie zadawanie cierpienia innym istotom żywym. U dżinistów przybiera to czasami bardzo skrają formę, gdyż wyznawcy noszą na ustach maseczkę, żeby przypadkiem nie połknąć jakichś insektów. Dżiniści nie jedzą też m.in. czosnku i cebuli, nie powinni też jeść po zmroku. Wyznawcy powinni wieść życie pełne samokontroli i umiaru. Nie wyznaje się tutaj jakiegoś Boga z imienia, a praktyka polega raczej na samodoskonaleniu. Swoją drogą wyznawców jest malutko, zaledwie około 5 milionów ludzi. Religia ta opiera się na naukach kolejnych nauczycieli, z których najsłynniejszym jest Mahavira. Ku jego czci obchodzone jest w Indiach ruchome święto państwowe w okolicach marca-kwietnia. Co ciekawe dżiniści to grupa religijna o najwyższym w Indiach stopniu piśmienności. Swego czasu dżinizm, jak i buddyzm miały w Indiach o wiele więcej wyznawców. Starożytne świątynie poświęcone tej religii są obecne w przeróżnych częściach kraju. W południowej Karnatace jest sporo ich świątyń, lecz ta jest zdecydowanie najważniejsza, najokazalsza i najpiękniej położona. 

Dojazd z Bangalore zajmie około 3 godzin w jedną stronę. Najgorzej, jak zawsze to wydostać się z miasta. Z Bangalore do Hassan prowadzi dwupasmowa autostrada. Obecnie już prawie ukończona. Robota postępuje dość szybko jak na Indie. Droga jest płaska i podróż nie stanowi większego problemu. Autobusem też da się łatwo dojechać, z tym że raczej trzeba się gdzieś po drodze przesiąść, bo miasteczko nie leży dokładnie przy głównej drodze, trzeba więc odbić w bok. Warto też wybrać się na 2 dni i zobaczyć także kompleks świątyń w Belurze i Halebidu. My tak zrobiliśmy. Nocowaliśmy jedną noc w Hassan. Z Hassan do Shravanabelagola jedzie się jedną godzinę (55km). Z drugiej strony miasto Hassan nie oferuje do zobaczenia nic, a do tego jest tłoczne. Za to nocleg przy głównej drodze, blisko dworca autobusowego, był śmiesznie tani. Czysty pokój z ładną pościelą! bez AC kosztował 500Rs (25zł) za 2 osoby. Niestety nazwy miejsca nie pamiętam. (Myślę, że będąc samochodem ta się też oblecieć te 3 miejsca (Shravanabelagola, Belur, Halebidu) w jeden dzień, ale trzeba wyruszyć wcześnie rano i się sprężać i nie kontemplować nigdzie zbyt długo :D 







































Miasteczko samo w sobie jest ciche, spokojne i tak małe, że w moment da się obejść je naokoło. Jak na Indie nawet nie było specjalnie ruchu na drogach, ani tłumów. Dzieci akurat wracały ze szkoły. Dla nich to ja byłam atrakcją turystyczną ;)


Głowa Gommateshvary wystaje ze świątyni.






































Świątynia położona jest pięknie, na ogromnych skałach. Poniżej przeogromna studnia świątynna. Świątynie są w sumie przynajmniej dwie na dwóch kamiennych wzgórzach. Ponieważ to obiekt kultu i pielgrzymek, to zwiedzanie jest całkowicie za darmo. U podnóża trzeba zostawić tylko obuwie.



















Wspinaczka jest przeżyciem samym w sobie. W skale wydrążone są schody, po których trzeba iść boso. Jest też opcja wniesienia na leżance przez panów tragarzy. Po drodze na górę różne kamienne bramy i małe świątynie. Były też śmieszne kozy :D






























A na szczycie cel pielgrzymek: ogromy posąg Gommateshvary, znanego też jako Bahubali. Dla dżinistów jest on świętym, nazywanym dżinijskim Buddą, ponieważ także był księciem, który postanowił poświęcić się medytacjom i samodoskonaleniu. Posąg zaliczany jest do jednych z cudów Indii. Wyryty z jednego kawałka marmuru, liczy ponad 17 metrów wysokości. Powstał ponad 1000 lat temu, w X wieku. 







































Kilka świątyń dżinijskich w Karnatace posiada posąg Gommateshvary, lecz ten jest największy. Ku ich czci obchodzony jest specjalny festiwal. Odbywa się on jedynie raz na 12 lat. Zwłaszcza obchody w Shravanabelagoli są wyjątkowo słynne. Posąg jest myty, a następnie m.in. polewany mlekiem, sokiem z trzciny cukrowej, czy też nacierany pastą z szafranem. Ostatnie obchody miały miejsce w 2006 roku, a następne będą w roku 2018. 


Patrząc na te lata, gdy obchodzono festiwal, to nie wychodzi równo co 12 lat. Nie wiem dlaczego.







Małe posągi w pomieszczeniach dookoła głównej świątyni.
Po zejściu z głównego wzgórza, warto wspiąć się też na kolejne, położone naprzeciwko. Widać wtedy z oddali wystającą głowę posągu. Poza tym mniejsze kamienne świątynie z drugiej strony też  mają dużo uroku. 







































Mnie Shravanabelagola wyjątkowo urzekła, choć czytałam w internecie znacznie mniej pochlebne opinie od Polaków podróżujących po Indiach. Mi się bardzo podobało. Wszystko to co lubię: kamienie, wspinaczkę (ale łatwą i nie męczącą zanadto) i oglądanie wszystkiego z góry oraz miejsce pełne historii. 

2 komentarze:

  1. Hej, Też byłem w tej świątyni i mam podobne zdanie. Warto się tam wybrać by zobaczyć jak wyglądają świątynie. Kóz nie spotkałem ale jaszzcurki już tak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też Ci się podobało! Ja byłam zachwycona. Te kozy tak śmiesznie beczały, ale widocznie nie są tam na stałe :D Za 2 tygodnie jest ten dżynijski festiwal gdzie polewają posąg mlekiem, ale w innej świątyni. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć, więc jakby co zapraszam na relację bloga :) Pozdrowionka :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...