9 lipca 2014

Belur i Halebidu

Niesamowite rzeźby w Halebidu
Wycieczka do Belur i Halebidu to punkt obowiązkowy dla fanów zwiedzania zabytków architektury, do których zdecydowanie się zaliczam. 

Obydwa miasteczka położone są zaledwie 16 km od siebie. Bardzo polecam połączyć wyprawę ze zwiedzaniem pobliskiej Shravanabelagoli. Ta z kolei oddalona jest o 90km (półtorej godziny podróży). 

Zwiedzanie w sam raz na weekend. Jeżeli wyruszy się bardzo wcześnie rano, a podróż będzie samochodem (nie trzeba czekać na autobusy, wszędzie można podjechać pod same wejścia), to jestem przekonana, że te 3 miejsca da się obskoczyć w jeden dzień. Z tymże będzie to na pewno dzień bardzo intensywny. 



W naszej opcji wyprawa zajęła 2 dni. Podróż była lokalnymi autobusami, a zwiedzanie bardziej na spokojnie, włącznie z siedzeniem i powolnym jedzeniem. Dzień 1 - to była podróż do Shravanabelagoli, a wieczorem dojazd do pobliskiego miasta Hassan, gdzie nocowaliśmy (miasto nieciekawe i zatłoczone). Dzień 2 - to zostawienie plecaków w hotelu, podróż najpierw do Halebidu, a po południu do Belur. Powrót do Hassan, zabranie plecaków i podróż powrotna. W naszym wypadku wracaliśmy do Mangalore, co jest o tyle uciążliwe że trzeba pokonać masywy górskie Ghatów Zachodnich, a drogi w górach ostatnio były w fatalnym stanie i w trakcie budowy. Podróż w te rejony z Bangalore, czy też z Mysore jest o wiele łatwiejsza, gdyż teren jest znacznie bardziej płaski a drogi lepsze, jest za to dalej. 

Halebidu samo w sobie to nawet nie miasto. To wieś, gdzie płynie powolne wiejskie życie i można pooglądać inne wiejskie krajobrazy. Jedynie pod samą świątynią widać ruch. Sporo turystów, co i rusz prywatne busy kursujące pomiędzy Halebidu - Belur. 

Halebidu. Pranie na kamieniach przy rzece. Częsty widok na terenach wiejskich.
















Belur oraz Halebidu były dawniej stolicami Cesarstwa Hojsala. Państwo to obejmowało niemal cały obecny obszar Karnataki. Kompleks świątyń, który pojechaliśmy oglądać zbudowany został w XII wieku. Kompleks to w sumie dużo powiedziane, gdyż teren nie jest jakiś szczególnie ogromny. A jednak świątynia się bardzo wyróżnia niesamowitymi detalami i przepięknymi rzeźbami. Jest pięknie. Zwiedzanie jest za darmo, tylko jest drobna opłata za zostawienie butów (do świątyni wchodzimy jak zawsze boso).



































Jedyne co będzie doskwierać to zdecydowanie niesamowity upał. Oczywiście zależy to też od pory roku. Gorąc i duchota sprawia, że człowiek porusza się jak mucha w smole i oglądanie zabytków jest niestety obarczone pewną dozą cierpienia lol :D 

Wychodząc z kompleksu nie ma problemu żeby złapać bus do Belur. Cały czas jakiś stoi. Odjeżdżają, aż nagromadzą pasażerów. W sumie czekaliśmy może 10 minut. Bus nie podjechał jednak pod samą świątynię w Belur, a zatrzymał się na zajezdni i dalej trzeba się było niewielki kawałek przejść. 

W Halebidu może być spory problem żeby coś zjeść. Jako że byliśmy już mocno głodni to w Belur pierwszym przystankiem było jedzenie. Ledwo się udało, bo trzeba pamiętać, że w Indiach po lunchu (do ok. 15.00), a przed obiadem (start ok. 19.00) restauracje są zamknięte. W niektórych jadłodajniach można ewentualnie zjeść jakieś przekąski. Trafiliśmy kolejny raz do restauracji rządowej, czyli dość siermiężnej z jedzeniem tylko i wyłącznie indyjskim. 

Kompleks świątyń w Belur nie posiada aż tak okazałych rzeźb, ma jednak zupełnie inny układ i też jest ciekawy do obejrzenia. Przede wszystkim posiada południowoindyjską bramę świątynną, a na niej rzeźby rodem z Khajuraho.




























Tak samo jak poprzednio zwiedzanie jest za darmo. Także tutaj trzeba tylko zostawić buty przed wejściem za drobną opłatą. Obejście kompleksu też w tym miejscu nie zajmie jakoś mnóstwo czasu. Jest kilka małych świątyń i jedna główna. Jest za to bardzo ładnie i klimatycznie. 
Odpoczynek w cieniu. Upał dał się wszystkim we znaki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...