3 czerwca 2014

Zakupy na markecie warzywnym

W lodówce świeci pustkami. Mam wprawdzie jakieś mrożonki na czarną godzinę. Na mięso nie mam apetytu. Można by zrobić dal, ale zupełnie nie mam ochoty. Chcę czegoś świeżego. Szybkie pytanie do męża jakie danie warzywne chciałby zjeść. Odpowiedź wprawdzie chyba już znam. Chce Pulikoddel! A jak Pulikoddel to potrzeba ash gourd - winter melon. Po Polsku nazywa się to beninkaza szorstka, to już wolę nazwę "zimowy melon". Wikipedia mówi, iż jest to warzywo z rodziny dyniowatych. A najlepszy ash gourd można dostać na markecie warzywnym. Muszę przyznać, że głupieję jak tam idę i chcę wszystko. Oczy pragną warzyw, a rozum się wyłącza. Ostatnie zakupy tam 3 miesiące temu zakończyły się tak:


Trochę wtedy zaszalałam. Z drugiej strony wcale nie lubię chodzić i robić zakupów na markecie warzywnym. Sporo ludzi zamawia stamtąd telefonicznie dostawę warzyw do domu. Ja z kolei najbardziej lubię robić zakupy w supermarketach, gdzie mam klimatyzację, gdzie mogę stać i się zastanawiać choćby i godzinami, a każdą rzecz mogę obejrzeć ze wszystkich stron zanim włożę do koszyka. Mam tam też sporo innych produktów, a z warzyw mam sekcję "warzyw egzotycznych", gdzie kupuję tak "egzotyczne" produkty jak: por, pietruszka, seler, cukinia, czy czerwona kapusta, itd.

Markety w Indiach, nie ważne gdzie i nie ważne jakie produkty sprzedają, są zawsze przeokropnie zaniedbane, brudne, pełne porozwalanych śmieci, zatłoczone i po prostu niefajne. Jednakże są wpisane nieodłącznie w koloryt indyjskich miast, a często opłaca się jednak zaszyć w ich zakamarki. Oprócz marketu warzywnego może być też market mięsny, gdzie cuchnie niewyobrażalnie, market ubraniowy, który akurat lubię (typowa baba), lub też elektroniczny, który będzie też podzielony na różne uliczki, np. poświęcone telefonom komórkowym, laptopom, itd. Jakiś czas temu upuściłam niechcący aparat na podłogę i przestał działać. W punkcie serwisowym zażyczyli sobie za naprawę 7000 rs (około 370 zł), a tymczasem ta sama naprawa na markecie elektronicznym kosztowała 2000 rs (około 100zł), a aparat był do odbioru po dwóch godzinach. Gdybym chciała odebrać następnego dnia byłoby jeszcze trochę taniej.

Wracając jednak do warzyw, to budki i ogólny krajobraz przypomina trochę sytuację w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Pamiętam jak wczoraj, zakupy z mamą na bazarze w budach skleconych z czego się dało, porozkładanych na błotnisto-trawiastym podłożu. A to wszystko w centrum miasta, gdzie teraz stoi centrum handlowe. W budach sprzedawano wszystko od jedzenia, po zabawki i ubrania. Pamiętam mierzenie swoich pierwszych jeansów zimą, w budce przy zerowej temperaturze za zasłonką. Nie każda buda miała też przebieralnię i trzeba było szukać po sąsiednich stoiskach. Market w Indiach trochę mi to przypomina. Oto co na nim zastaniemy:






Warzywa i owoce aż wołają "kup mnie!" i trzeba się kontrolować by nie stracić głowy. Z drugiej strony sporo jest produktów, które nie są znane w Polsce i choć ma się ochotę je wziąć to tak naprawdę początkowo nie za bardzo wiadomo co się z nich robi. Już kilka razy zrobiłam ten błąd. Kupiłam coś bo mi się spodobało, a potem nie miałam pojęcia co dalej. Ostatnio był to kwiat bananowca. Swoją drogą w rodzinie męża go raczej nie jadają, a to co wymodziłam było po prostu wstrętne. 

Tym razem zakupy zakończyły się następująco:


Mam tutaj (od góry): 2 kokosy, zielony brinjal - rodzaj bakłażana, natka kolendry i liście curry, baby corn - małe kukurydze, imbir, ash gourd - duży biały, mango (rodzaj mundappa, ulubiony mojego męża), plantany, drumstick (to długie zielone), okra, długa fasolka, ogórek, fistaszki, pomidory i liczi. 

A tymczasem wczoraj w Mangalore, zgodnie z prognozą się rozpadało: 

2 komentarze:

  1. Markety warzywne w Indiach to coś cudownego! :) oczy chciałyby wszystko. Super blog, zaglądać będę często :) a co do pogody to rozpoczął sie deszczowy sezon w miejscowości mojego chłopaka (Bangalore) rownież deszczowo :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że też lubisz markety warzywne :D Tak faktycznie monsun w Indiach idzie od południa i zawsze najpierw uderza w Keralę, więc Karnataka jest zaraz następna. Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...