15 czerwca 2014

Przegląd indyjskich produktów na trądzik, czyli cera problematyczna w tropikach

Przez problematyczną cerę, mam na myśli cerę trądzikową, skłonną do zapychania i wyprysków.

Od około 15 lat leczę trądzik u dermatologa. Niestety póki co bezskutecznie. Pewnym problemem jest fakt, że mama od zawsze twierdziła, że "taka moja uroda" i z niechęcią pomagała finansować leczenie. Trądzik swego czasu miałam naprawdę straszny i bardzo bolesny. Przez tyle lat leczenia w sumie prawie nic nie pomagało. Albo antybiotyki wyniszczały skórę, która aż pękała od wysuszenia, albo nie pomagały. Leki doustne miały okropne skutki uboczne, włącznie z nieznośnymi bólami żołądka. Jedyna kombinacja leków doustnych i na skórę, która wyleczyła problem na półtora roku, po tym czasie przestała działać. Organizm się przyzwyczaił. Z czasem oczywiście hormony się trochę uspokoiły, a cera polepszyła na tyle, że problem czasowo bywał zaleczony. Nigdy jednak nie zniknął całkowicie.


Przyjazd do Indii niestety ponownie nawrócił problem ze zdwojoną siłą. Zwłaszcza rejony w wybrzeżu nie sprzyjają cerze trądzikowej, ponieważ w Mumbaju czy w Mangalore wiecznie panuje wilgoć. Wilgotność w powietrzu zawsze przekracza przynajmniej 50% by czasem osiągać niemal 100%. Pot płynący po twarzy zapycha pory. Dodatkowo dochodzi zanieczyszczenie powietrza i zakurzenie. Mimo, że w Indiach spędziłam już naprawdę sporo czasu to jeszcze nie wybrałam się do dermatologa (ale na pewno pójdę). Póki co testowałam ogólnodostępne specyfiki, nic drogiego raczej takie, które są łatwo do dostania w przystępnej cenie (ceny tych produktów w Polsce będą zapewne inne). Muszę przyznać, że znalazłam kombinację, która na mnie działa! 

Produkty godne polecenia:


1. Tabletki - suplement diety Himalaya Neem



Ziołowy suplement diety, którego skład opracowany jest według ajurwedy. Neem (miodla indyjska) to gatunek drzewa powszechnie wykorzystywany w ajurwedzie od wieków, ponieważ wykazuje wysokie właściwości antybakteryjne i antygrzybiczne. Neem jest szeroko wykorzystywany w Indiach w przypadku problemów skórnych, takich jak trądzik, alergie i infekcje. Zwalcza bakterie odpowiedzialne za trądzik i łagodzi stany zapalne. Wedle instrukcji należy zażywać 2 tabletki dziennie. Ja zażywam 1 lub jak mi się przypomni. Faktycznie muszę z całą stanowczością przyznać, że coś w tym jest! Jak tylko kilka dni pod rząd zapomnę (ale nadal stosuję specyfiki na skórę) to stan się zaczyna pogarszać. Chociaż to tylko suplement, a nie lek lub antybiotyk doustny, jaki często przepisują dermatolodzy, to działanie jest prawie porównywalne. W przeciwieństwie do antybiotyków, brak jednak skutków ubocznych zażywania. Bardzo polecam! U mnie działają świetnie. Tabletek jest 60 sztuk. 

2. Himalaya - Neem Face Pack


Maseczka do twarzy z neem. Znowu wykorzystano w niej antytrądzikowe właściwości neem i muszę przyznać, że z rewelacyjnym skutkiem. Jest to zdecydowanie moja ulubiona gotowa maseczka wszech czasów. W innym wypadku wychodzę z założenia, że produkty dostępne w kuchni działają lepiej jako maseczki: miód, jogurt, owsianka, mąka besan, kurkuma, to tylko przykłady rewelacyjnych kuchennych składników do maseczek. Maseczki sklepowe zazwyczaj mnie bardzo zawodziły, albo nie były aż tak dobre jak te naturalne. Ze sklepowych lubię tylko maseczki peel-off, które zastygają i zdziera się z twarzy przerażającą maskę :D maseczki w proszku, które są bardziej półproduktem oraz TĄ maseczkę. Neem Pack jest po prostu wspaniała. Z opakowania wyłania się błotnisto-zielona maź, która wygląda dość odpychająco. Zapach jest ziołowy. Po nałożeniu trzyma się tradycyjnie kilkanaście minut aż zacznie zastygać. Od razu po zmyciu widać różnicę i czuć ją pod palcami. Skóra wygląda po prostu lepiej, czerwone wypryski są lekko bledsze, a skóra gładsza. Łączy ona w swoim składzie 3 najlepiej działające na moją cerę składniki: neem, kurkumę i ziemię fullerską (rodzaj glinki). Maseczka może być jednak za silna do wrażliwej cery i powodować pieczenie i zaczerwienienie. Inne maseczki z neem też mogą się sprawdzić, jednak ta jest póki co najlepsza.


3. Multani Mati



Albo też multani mitti. Maseczka w proszku z glinki. Sekret urody tutejszych kobiet od wieków. Proszek przed użyciem należy zmieszać z wodą, wodą różaną, albo też z jogurtem naturalnym, rozrobić na pastę i nałożyć na skórę. Trzymać standardowo kilkanaście minut, następnie zmyć.Glinka zawiera krzem, tlenki żelaza, glin, magnez, wapń. Multani matti znana jest w Europie pod nazwą ziemia fullerska. Do kupienia samodzielnie, lub w połączeniu z innymi składnikami (lecz w dalszym ciągu jest to proszek). Moja ulubiona wersja to Multani mati z drzewem sandałowym. Ta wersja działa u mnie świetnie, lecz charakteryzuje się bardzo silnym orientalnym zapachem przypominającym kadzidła. Tylko dla osób lubiących takie wonie, bo inaczej ciężko będzie wytrzymać. Ja to uwielbiam. Sama glinka bez dodatków bodaj najmniej drażni w nozdrza. Glinka oprócz działania antybakteryjnego, wybiela w lekkim stopniu przebarwienia potrądzikowe. Firma produkująca nie ma tu znaczenia. Być może glinkę można też dostać pośród polskich czy europejskich producentów. 

4. Biotique - Bio Myristica spot correcting anti-acne face pack


Malutkie opakowanie maseczki do nakładania miejscowo na najgorsze wypryski. Pierwsze co uderza w nozdrza to mroźny zapach, w sumie dość przyjemny-leczniczy (nie są to żadne sztuczne perfumowe aromaty). Produkt jest bardzo gęsty. Nałożony na twarz lekko zastyga, ale już sama pierwotna konsystencja uniemożliwia przemieszczanie się. Trzyma się to na twarzy tak długo jak się chce. Maseczka ma pomóc w szybszym pozbyciu się najbardziej problematycznych wyprysków. Tutaj również mamy w składzie kurkumę, a także wyciąg z drzewa sandałowego oraz gałkę muszkatołową, glinkę. Muszę przyznać, że faktycznie chyba działa. Może nie sprawia, że wypryski znikają, ale przynajmniej w większości przypadków zatrzymuje i łagodzi stan zapalny. Nie podrażnia skóry i aż czuć te naturalne składniki. 

5. Erytop (clindamycin phosphate gel USP)


Erytop nie jest kosmetykiem, jest lekiem-antybiotykiem dostępnym tylko w aptekach (Medical Shops). Teoretycznie wydawany jest jedynie na receptę, jednak w Indiach nikt tego nie przestrzega i każdy może kupić. Dostępny w 3 postaciach: lotion w butelce o najsłabszym stężeniu leku, różowy żel w tubce średniej wielkości o średnim stężeniu leku oraz w małej tubce z przezroczystym żelem o najsilniejszym stężeniu. Zdecydowanie najbardziej polecam wersję podstawową, czyli różowy żel w średniej tubce. Żel może lekko barwić tkaniny w jasnych kolorach, więc przed pójściem spać odczekać aż się całkowicie wchłonie. Żel ma dość mocno wyczuwalny zapach alkoholu ale o dziwo wcale, nawet w najmniejszym stopniu nie wysusza cery. Indyjski Erytop jest o niebo lepszy niż niejeden bardzo drogi krem/żel-antybiotyk przepisywany mi dawniej przez dermatologów w Polsce. Działa naprawdę bardzo dobrze i nie dość że nie wyniszcza skóry, to wręcz ją pielęgnuje! Wprawdzie nie eliminuje problemu całkowicie, ale stan skóry jest po nim na tyle dobry, że można normalnie żyć. Cena też jest bardzo niska. W Polsce tego typu specyfiki można dostać na receptę u dermatologa, do czego też zachęcam.

6. Betnovate - N (betamethasone valerate and neomycin skin cream)


Maść apteczna o działaniu przeciwzapalnym i przeciwgrzybicznym. Dostępna pod identyczną nazwą też w Polsce na receptę, ponieważ to także jest antybiotyk. W Indiach kupujemy jak zwykle bez recepty. Nie działa aż tak dobrze jak Erytop, ale stosuję oba specyfiki w różnych konfiguracjach, łącznie z przerwami gdy nie stosuję nic. Krem jest gęsty i daje wrażenie zapchanych porów, ale o dziwo nic niepokojącego nie dzieje się na twarzy. Ponieważ zarówno ten produkt, jak i Erytop są silnymi lekami, lepiej przed użyciem skonsultować się z lekarzem.




7. Apteczne mydełka na trądzik



Dostępne jedynie w Medical Shops mydełka o działaniu antytrądzikowym to mój hit. Zwłaszcza upodobałam sobie te, które mają w składzie olejek z drzewa herbacianego. Takie mydełko nie dość, że ma pomóc, to jest po prostu niesamowicie przyjemne do stosowania. Wcale nie przypomina zwykłego mydła, choć ma tradycyjny wygląd kostki. Czuć, że świetnie działa i oczyszcza pory, a do tego absolutnie nie ściąga. Skóra jest super nawilżona. Stosuję do mycia twarzy rano i wieczorem po zmyciu makijażu, a jeśli nie mam makijażu to także do przemycia w ciągu dnia. Mydełek antytrądzikowych w Medical Shops jest mnóstwo i przeróżnego rodzaju, sporo zawiera też kwas salicylowy, tych jednak unikam przez wzgląd na uczulenie na ten składnik. 


Produkty, które się nie sprawdziły:

1. Himalaya - Clarina Anti-Acne Cream



Fatalny krem! Naprawdę przeokropny. Pokładałam w nim ogromne nadzieje, jednak całkowicie się nie sprawdził pod żadnym względem. Strasznie gęsty o tępej konsystencji. Ciężko się go rozsmarowuje, a zastosowany na twarzy pozostawia uczucie wysuszenia i ściągnięcia. Niewyobrażalnie zatyka pory! W ciągu jednego dnia gwarantuje pogorszenie stanu skóry. Stosowany kilka dni pod rząd zapewnia powstanie bolesnych stanów zapalnych. Nie polecam go nikomu.



2. Himalaya - Clarina Anti-Acne Face Mask


Produkt z tej samej serii co poprzedni krem. Również nie jest to rzecz godna polecenia. Jest to maseczka, w formie kremu, którą tradycyjnie należy rozsmarować na skórze i pozostawić na kilkanaście minut, po czym zmyć wodą. Faktycznie jest mocno kremowa, ale też bardzo chemiczna. Już po otworzeniu uderza w nozdrza bardzo nieprzyjemny zapach, kojarzący się z czyś bardzo chemicznym i sztucznym. Po rozsmarowaniu szczypie w twarz, aby po chwili zamienić to na uczucie pieczenia. Chemiczne opary drażnią oczy, które po tych kilkunastu minutach robią się czerwone. Czerwona jest też skóra twarzy po zmyciu. Nie zauważyłam raczej jakiegoś działania przeciwtrądzikowego, ale być może zbyt się skupiłam na niedogodnościach stosowania tej maseczki. Na plus fakt, że nie wysusza skóry.

Z serii Himalaya Clarina jest jeszcze żel do mycia twarzy, a 3 produkty razem są często sprzedawane jako cały "Kit" - zestaw antytrądzikowy. Żelu jednak nie próbowałam, mając tak złe doświadczenia z dwoma produktami powyżej. 

3. Vicco - WSO Turmeric Skin Cream 


Kolejny krem oparty na ajurwedzie, który jako główny element leczenia trądziku ma wykorzystywać działanie kurkumy. Kurkuma także jak neem, wykazuje działania antybakteryjne i antyzapalne. Producent zapewnia, że krem zapobiega i leczy infekcje skórne, wypryski i różne blizny oraz oparzenia. Być może faktycznie oparzenia czy blizny leczy dobrze, ponieważ krem ma mieć także lekkie działanie wybielające. Niestety w przypadku cery trądzikowej nie działa dobrze. Zapycha pory. Jest bardzo kremisty i śliski, a po nałożeniu bardzo długo czuć powłoczkę produktu na skórze. Zapach także wielu osobom może nie przypaść do gustu. Nawet nieźle nawilża (a raczej natłuszcza), jednakże gdy już się po długim czasie wchłonie to skóra robi się matowa, ale tak matowa, że aż lekko nieprzyjemna, po czym znów efekt matowości zanika. W Indiach od lat był to produkt kultowy. Choć moim zdaniem raczej tylko dlatego, że jest tani, więc nawet mało zamożne osoby są wstanie go zakupić, a rynek kosmetyków jeszcze kilka lat temu był śmiesznie mały i nie było prawie żadnego wyboru. Nie jest to krem całkowicie fatalny, cera normalna może go nawet polubić, jednak nie jest dobry do cery skłonnej do trądziku i zapychania. Kurkuma sama w sobie faktycznie jest dobrym produktem na trądzik, jednakże nie pod postacią tego kremu. O wiele lepiej dodawać ją jako przyprawę do potraw, oraz wykorzystywać ją do samodzielnie skomponowanych maseczek. Gospodynie w Indiach podczas mycia np. kalafiora, namaczają go w misce z wodą i kurkumą, gdyż działa to bakteriobójczo. 


Produkty, z grupy sprawdzonych używam wszystkie jednocześnie lub zamiennie, z mniejszym lub większym powodzeniem. Problem nie zniknął. Pewnie nigdy nie zniknie, jednak cera jest w takim stanie, że da się wyjść do ludzi, czasem nawet bez makijażu. Jakiekolwiek próby dokończenia tubek produktów niepolecanych kończą się natychmiastowym wysypem nowych bolących wyprysków. Moja cera była już w Indiach w tak złym stanie, że wzbudzała niemal sensację, a rodzina męża pytała czy pogryzły mnie komary albo czy jestem chora. Zachęcam do spróbowania przetestowanych przeze mnie produktów. Himalaya bywa dostępna w polskich aptekach (albo online). Wizyta u dermatologa po maści też nie zaszkodzi. Żadne z wymienionych produktów nie zawierają kwasu salicylowego, który jest jednym z najpopularniejszych składników produktów na trądzik, ponieważ jestem na niego uczulona. Indyjskie produkty zazwyczaj mają silny, ziołowo-leczniczy, kadzidlany, orientalny zapach, nie każdemu przypadnie on do gustu.

1 komentarz:

  1. Super mydełko z miodla indyjską: http://www.flora-cosmetics.net/product-page/d7553ede-fb3d-ba8a-8ffd-4878ed5ec2c4

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...